poniedziałek, 30 kwietnia 2018

Każda pizza jest jak książka Book Tag

Każda pizza jest jak książka Book Tag
Hej! ;) Po baardzo długim czasie nieobecności postanowiłam wrócić do Was i do naprawdę regularnego pisania. Ponieważ aktualnie staram się ograniczyć jedzenie słodyczy i fast foodów, to dziś zapraszam Was na smakowity Każda pizza jest jak książka Book Tag, który przetłumaczyła Ola z bloga Nieuleczalny książkoholizm.


1. Schiacciatina - chrupiąca pizza tylko z solą, pieprzem i cukrem - książka zbyt prosta i nieskomplikowana

Mimo że do tej kategorii pasuje całe mnóstwo młodzieżówek, to zdecydowałam się na ostatnio popularny thriller, „Kredziarza” C. J. Tudor. Nastawiałam  się na groteskową i przerażającą powieść, a zamiast tego dostałam przewidywalne czytadło. Szczerze mówiąc, dawno nie zawiodłam się na zakończeniu tak bardzo, jak w przypadku tej książki. Rozwiązanie zagadki było banalne i łatwe do przewidzenia, myślę, że nawet przedszkolak by sobie z tym poradził. Autorka zastosowała wiele utartych schematów, co jeszcze bardziej pogarsza moją opinię na temat tej książki. Naprawdę szkoda mi, że Tudor zmarnowała tak dobry pomysł, bo, nie ukrywajmy, książka miała potencjał na mrożący krew w żyłach thriller. 

2. Margheritta - klasyka wśród pizzy- z sosem pomidorowym, mozzarellą i bazylią - książka, którą należy przeczytać przynajmniej raz w życiu

Kusi mnie, żeby napisać o „Pozaświatowcach” Branodna Mulla, bo przecież wiecie, jak bardzo kocham tę trylogię, ale tym razem się powstrzymam i opowiem Wam o innej, również ważnej w moim życiu, książce. „Podtrzymując wszechświat” Jennifer Niven (recenzja), to książka szokująco mądra i szokująco cudowna. Chciałabym, żeby każda jedna osoba tonąca w kompleksach, mająca problemy z samoakceptacją przeczytała właśnie „Podtrzymując wszechświat” i zrozumiała, że jest człowiekiem absolutnie perfekcyjnym i zasługującym na miłość. 


3. Marinara - popularna pizza z sardelkami - książka, która okazała się inna niż przypuszczałaś

Jedną z takich książek jest na pewno „Panika” Lauren Oliver. Myślałam, że to będzie kolejna typowa młodzieżówka, którą będę hejtować na każdym kroku, ale nie. "Panika" okazała się książką o pokonywaniu własnych słabości, strachu i bólu, która w sporym stopniu mnie zmieniła. Mam do niej swojego rodzaju sentyment i bardzo się cieszę, że ją przeczytałam. Gdyby nie ona, to kto wie, jakim człowiekiem teraz bym była?

4. Cappriciosa - uwielbiania i nienawidzona zarazem pizza z karczochami, grzybami i oliwkami - książka, która sprawiła ci problemy

Pierwsze co przyszło mi na myśl, to „Głębia Challengera” Neala Schustermana. W jakimś poście już wspominałam, że bardzo trudno było przeczytać mi tę książkę. Nie dlatego, że była źle napisana, ale po prostu czułam się przytłoczona uczuciami i emocjami Cadena, głównego bohatera. Fabuła celowo była chaotyczna i poplątana i naprawdę nie potrafiłam przeczytać więcej niż 10 stron jednego dnia.

5. Montanara - neapolitańska pizza z orzeszkami arachidowymi i parmezanem - książka wprost doskonała

Oczywista oczywistość, czyli „Pozaświatowcy”. Nie wiem czy muszę coś więcej dodawać i czy muszę opisywać to jak wielce nieskończoną miłością darzę „Pozaświatowców”. Zanudzam Was tym już od dawna i zdaję sobie z tego sprawę, ale z całego serca chciałabym, żeby jak najwięcej osób przeczytało tę trylogię!

6. Pizza z nutellą - książka, która jest słodka i przeurocza

Zdecydowanie wszystkie książki Joss Stirling! Ta kobieta powinna dostać order albo medal za pisanie najsłodszych książek na świecie! Przez tydzień po przeczytaniu „Znajdę cię, Crystal” nie słodziłam herbaty i mówię to całkowicie poważnie.

     
Muszę przyznać, że bawiłam się bardzo dobrze podczas wykonywania tego tagu i aż żałuję, że pytania już się skończyły. Mam nadzieję, że Wam czytało się to równie przyjemnie ;) Dziękuję Wam za wszystko, szczególnie za to, że wciąż tu jesteście i czytacie mojego bloga. Obiecuję, że już nie będę znikać na tak długi czas bez słowa wyjaśnienia, ponieważ to po prostu nie fair w stosunku do Was. Jeszcze raz dziękuję Wam bardzo i  do napisania!

P.S. Poza blogiem i kanałem na YouTube możecie znaleźć mnie również na Instagramie (ksiazkitomojepaliwo) i Snapchacie (ksiazkitomp23) <3

piątek, 30 marca 2018

Życzenia Wielkanocne

Życzenia Wielkanocne
Kochani,
Życzę Wam,
aby te Święta Wielkanocne
wniosły do Waszych serc
wiosenną radość i świeżość,
pogodę ducha, spokój, ciepło i nadzieję.


„Baranku Wielkanocny coś wybiegł z rozpaczy
z paskudnego kąta
z tego co po ludzku się nie udało
prawda, że trzeba stać się bezradnym
by nie logiczne się stało

Baranku Wielkanocny coś wybiegł czysty
z popiołu
prawda, że trzeba dostać pałą
by wierzyć znowu ”
 
~
  ks. Jan Twardowski

P.S. Korzystając z okazji, chciałabym Wam z całego serca podziękować, że mimo mojej długiej nieobecności dalej czytacie mojego bloga. To dla mnie tak wiele znaczy! <3 Jak może niektórzy z Was wiedzą, w tym roku kończę gimnazjum i już za 19 dni czekają mnie egzaminy gimnazjalne, które mam ogromną nadzieję dobrze napisać. Jestem pochłonięta nauką i to dlatego wcale się do Was nie odzywam. Ale już wkrótce to się zmieni! Na tę chwilę zapraszam Was na mojego Instagrama (ksiazkitomojepaliwo) oraz Snapchata (ksiazkitomp23), bo za pomocą właśnie tych social mediów staram się utrzymać z Wami kontakt. A teraz jeszcze raz, najwspanialszych Świąt! <3

poniedziałek, 1 stycznia 2018

„Niepowszedni. W potrzasku” Justyna Drzewicka

„Niepowszedni. W potrzasku” Justyna Drzewicka
Hej ;) Dziś zapraszam Was na recenzję książki „Niepowszedni. W potrzasku” Justyny Drzewickiej. Jest to drugi tom, więc przed zapoznaniem się z tą recenzją zapraszam do przeczytania mojej opinii na temat pierwszej części, którą znajdziecie tutaj. 
 Po ostatnim zdaniu „Porwania” aż chciałoby się dopisać znane wyrażenie „i żyli długo i szczęśliwie”, więc na myśl natychmiast przychodzi wątpliwość czy autorka będzie nam miała do zaoferowania coś ciekawego w kontynuacji. Jak się okazuje, owszem.
Piątka przyjaciół dostaje pracę od samego kniazia w stolicy Cesarstwa Gospar jako wynagrodzenie za zlekceważenie zgłoszeń o ich porwaniu, które składali rodzice. Przyjaciele myślą, że właśnie osiągają szczyt szczęścia, w końcu czeka ich życie pełne zasług na dworze, ale wtedy sprawy przyjmują zgoła niepokojący obrót. Zostają aresztowani pod zarzutem wspólnego zabójstwa wielu ludzi! Przerażeni i zdezorientowani druhowie dowiadują się już w sądzie, że oskarżenie wniósł niejaki Walter de Gawein, czyli Weles w przebraniu. Los dzieci maluje się w czarnych barwach, ponieważ nie mają żadnych świadków po swojej stronie, a Weles jest naprawdę zdeterminowany tym razem je pojmać i sprzedać. A przecież wiadomo, że jak Weles chce coś osiągnąć, to zawsze mu się to udaje...


„Czasami nadzieja jest najlepszą kuracją”

 Nie powiem, autorka miała znakomity pomysł na drugą część. Po skończeniu pierwszego tomu trochę się obawiałam, że kontynuacja będzie bardzo słaba i pisana z przymusu, odczuwam niewyobrażalną ulgę, że tak nie jest!
 Recenzję zacznę od samego początku, bo ten jest bardzo ciekawy i wciągający, dopiero później zaczyna się coś psuć. Pierwsze 130 stron jest naprawdę świetne, wątek miłosny dobrze się rozwija, bohaterowie rewelacyjnie się spisują w swoich rolach, a cała fabuła jest po prostu interesująca. Potem, przez następne 200 stron jest niestety dużo gorzej. Wspomnę tylko, że na jakiejś 220 stronie utknęłam i nie mogłam przebrnąć dalej i dlatego ta recenzja pojawia się tak późno (chociaż przyczynił się do tego też w dużej mierze mój nieustanny bark czasu). Abstrahując jednak od moich problemów, właśnie w środku książki wpadamy w ciągle powtarzający się schemat zasadzka-próba ucieczki. Wszystko rozumiem, ale to po pewnym czasie było już naprawdę nużące, nudne i przewidywalne. Do tego bohaterowie zaczęli mnie strasznie irytować, w szczególności Nila i Sambor. W krytycznym momencie chciałam krzyczeć i wyszarpywać sobie włosy z głowy z bezsilności i irytacji! Myślę, że teraz już bezpowrotnie znielubiłam Nilę i Sambora i chociażby nie wiem co zrobili w trzecim tomie, to nie zapałam do nich sympatią. Smutno jest mi też trochę z powodu Dalko, bo po pierwszej części to właśnie on stał się moją ulubioną postacią, a tutaj został bardzo widocznie odsunięty na drugi plan. Polubiłam za to Jaksę, nowego bardzo sympatycznego bohatera. Szczerze mówiąc, to całym sercem shipuję go z Nilą (spokojnie, zachowałam resztki zdrowego rozsądku i wiem, że ten związek nie ma racji bytu. A szkoda.)
 Na ostatnich 50 stronach Justyna Drzewicka na powrót pokazuje nam swój talent, pomysłowość i kunszt literacki. Ta końcówka jest napisana bardzo dobrze, autorka wymyśliła najlepsze zakończenie jakie tylko mogła wymyślić.

Podsumowując, ta książka ma zarówno wady, jak i zalety, zresztą jak każda powieść. Niezmiennie podchodzę z dużym entuzjazmem do trzeciej części, bo znam już i dobre i złe strony pani Justyny i mam wrażenie, że już niczym mnie tak bardzo nie zaskoczy. I liczę przede wszystkim na większy udział Dalko w fabule! Do napisania!

A za możliwość przeczytania tej książki bardzo serdecznie dziękuję Wydawnictwu Jaguar

niedziela, 24 grudnia 2017

Wesołych Świąt!

Wesołych Świąt!
Moi Drodzy,
 Chciałabym życzyć Wam pełnych radości, pokoju i szczęścia Świąt Bożego Narodzenia. Mam nadzieję, że pod choinką znajdziecie mnóstwo książek! ;)
 Życzę Wam również zaczytanego 2017 roku! Żebyście przeczytali wszystkie zaplanowane na ten rok książki i spotkali swojego ulubionego autora czy autorkę. Jednym słowem, życzę wam Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku! <3


wtorek, 7 listopada 2017

„Spirit Animals. Upadek Bestii. Powrót” Varian Johnson

„Spirit Animals. Upadek Bestii. Powrót” Varian Johnson
W Erdas dzieje się coraz gorzej. Choroba zwana Wyrmem rozprzestrzenia się, Zerif staje się coraz potężniejszy, a tajemnicze stowarzyszenie, którego członkowie noszą szkarłatne płaszcze i białe maski bez wyrazu zaczynają działać, ale nie opowiadają się ani po stronie Zielonych Płaszczy, ani po stronie Zerifa. Abeke, Meilin, Rollan i Conor powoli zaczynają tracić nadzieję na uratowanie Erdas przed wszechogarniającym złem.

  „Lepiej umrzeć jak bohaterka, niż żyć jak tchórz”
 
 Jeżeli śledzicie mojego bloga od dłuższego czasu, to zapewne wiecie, że jestem zagorzałą fanką serii „Spirit Animals”. Uwielbiam świat, który został w tej serii wykreowany, uwielbiam bohaterów, uwielbiam naprawdę zaskakujące zwroty akcji. O tym jak podobały mi się wcześniejsze tomy możecie przeczytać tutaj, tutaj, tutaj, a także tutaj. Dziś jednak skupimy się na „Powrocie”, na którego wydanie czekałam bardzo, bardzo, bardzo długo.
 Po zakończeniu wcześniejszego tomu byłam osłupiała. Victoria Schwab zakończyła tamtą część w sposób niewyobrażalny, pozostawiła bohaterów w sytuacji właściwie bez wyjścia. Nie miałam pojęcia jak i czy w ogóle oni z tej sytuacji wyjdą, dlatego początek tego tomu mnie zaskoczył. A wiecie co jest najgorsze? Zakończenie „Powrotu”. Myślałam, że skoro „Spalona Ziemia” zakończyła się takim cliffhangerem, to „Powrót” dla odmiany ostatni rozdział będzie miał spokojny. Nic z tego! Cliffhanger w tym wypadku jest jeszcze gorszy! Bohaterowie tkwią w tak totalnym bagnie, że aż mi brakuje słów. No i teraz czekam z jeszcze większą niecierpliwością na kontynuację!
 Z każdym kolejnym tomem poznajemy coraz lepiej bohaterów i niesamowicie mi się to podoba! Z biegiem akcji zagłębiamy się w psychikę , sposób postępowania i myślenia nie tylko bohaterów pierwszoplanowych, ale tych drugo- i trzecioplanowych również! W rzadko jakim cyklu postacie są tak dokładnie i szczegółowo stworzone. Tę samą sytuację mamy ze światem Erdas. Autorzy bardzo skupili się na dobrym wykreowaniu świata, w którym bohaterowie żyją. I chwała im za to, bo w tej chwili powszechną sytuacją jest, że uniwersum opisywane jest naprawdę powierzchownie!
 Nawet nie wiecie, jaką ulgę odczułam kiedy rozpoczęłam lekturę „Powrotu”! Tak przyjemnie było znów znaleźć się w towarzystwie Rollana, Meilin, Conora i Abeke i ich zwierzoduchów! W tej chwili najchętniej przeczytałabym całą serię od początku, byleby być dłużej w Erdas ;)
 W recenzji „Wszechdrzewa” wspominałam o wątku romantycznym, który Marie Lu bardzo rozwinęła. Niestety, od tamtej pory sytuacja stoi w miejscu (albo nawet się cofa) i ogromnie mnie to niepokoi! Mam nadzieję, że sprawy pod tym względem wkrótce się poprawią, bo kibicuję tej dwójce z całego serca!
 I na koniec już chyba tradycyjnie, muszę wspomnieć o okładkach. One są takie cudowne! Mówię to z czystym sercem, „Spirit Animals” to chyba najśliczniej wydana seria jaką kiedykolwiek miałam w rękach.

Tak więc, to już wszystko na dziś. Mam nadzieję, że recenzja Wam się spodobała i że zachęciłam Was do przeczytania tej powieści (naprawdę warto!). Do napisania!

A za możliwość przeczytania tak świetnej książki z całego serca dziękuję Wydawnictwu Wilga!


Na zakończenie zapraszam do obejrzenia krótkiego trailera cyklu „Spirit Animals” ;)
 

piątek, 3 listopada 2017

„Niepowszedni. Porwanie” Justyna Drzewicka

„Niepowszedni. Porwanie” Justyna Drzewicka
W Cesarstwie Gospar miano Niepowszednich nadaje się ludziom, którzy posiadają pewne szczególne umiejętności, takie jak oddychanie pod wodą, czy porozumiewanie się ze zwierzętami. Nila i Alla są Niepowszednimi siostrami. Nila, starsza siostra jest Żniwiarką, potrafi uzdrawiać i uśmiercać innych tylko za pomocą dotyku, a Alla - Bestiarka doskonale rozumie się ze zwierzętami. Pewnego pechowego dnia dziewczynki zostają porwane przez handlarzy Niepowszednimi i  nie mogą liczyć na niczyją pomoc. W wozie handlarzy zaprzyjaźniają się z trójką innych porwanych dzieci: Samborem, Dalko i Wodniczką. Razem starają się zrobić wszystko, aby nie zostać sprzedanym na targu, do którego niepokojąco szybko się zbliżają. Weles, przywódca handlarzy, jest jednak bardzo przebiegły i nie zamierza narazić siebie na jakiekolwiek straty. Jak potoczą się losy młodych przerażonych Niepowszednich?

„Rozum bywa groźniejszy niż miecz”

Zapewne znacie stereotyp krążący wśród książkoholików, jakoby to co napisane przez Polaka nie może być dobre. Justyna Drzewicka udowadnia, że to absolutna nieprawda! „Niepowszedni. Porwanie” to naprawdę bardzo, bardzo udany debiut i, szczerze mówiąc, nigdy bym nie pomyślała, że jest to pierwsza książka Justyny Drzewickiej. Widać, że cała powieść jest porządnie zaplanowana i przemyślana, nie znajdziecie w niej właściwie żadnych błędów logicznych.
 Jeżeli chodzi o bohaterów, to ogromnie podobało mi się, że każdy z nich zachowywał się adekwatnie do swojego wieku, nie byli ani nierealnie dojrzali, ani denerwująco dziecinni, jak to często się zdarza. Moją szczerą sympatię zyskał Dalko, oraz Flawia, ta dwójką jest wspaniała! Na uznanie zasługuje również realizm wykreowanych postaci. Każdy bohater był bardzo prawdziwy, do tego stopnia, że aż miałam wrażenie, że oni stoją tuż obok mnie i zaraz zaczną ze mną rozmawiać! Tej plastyczności z pewnością dodawały charakterystyczne dla każdej postaci słowa, przykładowo Dalko nadmiernie powtarzał „szlag” oraz „no”. 
 Bardzo podobał mi się też język użyty w tej książce. On nie był taki zwyczajny, raczej nazwałabym go lekko stylizowanym na średniowieczny, co chwilę pojawiały się słowa, które każdy zna, ale nikt ich nie używa, ponieważ są już przestarzałe. To nadawało jeszcze bardziej klimatu powieści i sprawiało, że naprawdę miałam wrażenie jakbym stała tuż obok bohaterów. 
 Niestety, pośród tych wszystkich zalet znalazła się pewna wada. Jest nią oczywiście wątek romantyczny. On jako jedyny był taki sztuczny, zupełnie mi nie odpowiadał. Potoczył się zdecydowanie zbyt szybko i przez to jakoś go nie czułam, naprawdę on mi się nie podoba! Na szczęście w drugiej części jest dużo lepiej, ale w tej to mimo wszystko porażka na niemal całej linii.
 Myślę, że „Niepowszedni. Porwanie” to naprawdę idealna lektura na jesień. Wystarczy zakopać się pod grubą kołdrą z kubkiem herbaty w jednej ręce, świeczką zapachową obok i właśnie tą książką w ręce drugiej i wieczór natychmiast staje się dokonały!

To już wszystko na dziś, mam nadzieję, że moja recenzja Wam się spodobała i że przynajmniej w jakimś stopni zachęciłam Was do przeczytania tej książki. Do napisania!

A za możliwość przeczytania tej książki bardzo serdecznie dziękuję Wydawnictwu Jaguar!
 P.S. Znalazłam też na YouTubie krótki trailer tej książki. Na wszelki wypadek, gdybyście chcieli go zobaczyć, to zostawiam Wam go poniżej ;)

niedziela, 22 października 2017

„Podtrzymując wszechświat” Jennifer Niven

„Podtrzymując wszechświat” Jennifer Niven
Libby, to dziewczyna, do której niegdyś należało miano najgrubszej nastolatki w całej Ameryce. Świat dowiedział się o niej poprzez akcję ratunkową podczas której została zburzona połowa domu, aby wyciągnąć ją z łóżka. Za pomocą dźwigu. Z kolei Jack jest bardzo popularną i lubianą osobą, ale cierpi na prozopagnozję, o której nikt poza nim nie wie. Chłopak nie jest w stanie zapamiętać żadnej twarzy, nawet własnej mamy, czy dziewczyny.  Libby po roku intensywnych ćwiczeń i restrykcyjnej diety schudła ponad 137 kilogramów i chce nareszcie powrócić do szkoły. Jack coraz bardziej się we wszystkim gubi, nie ufa nikomu, nawet najbliższej rodzinie. Pewnego dnia te dwie zupełnie różne osoby spotykają się w niezbyt przyjemnych okolicznościach. Czy z tego spotkania może wyniknąć coś poza wzajemną niechęcią?


„Nikt mnie już nie powstrzyma. Nikt nie powinien mi mówić, co mam, albo czego nie mam robić. Tobie też nie.”

Kiedy zaczynałam tę książkę nie bardzo wiedziałam czego mam się spodziewać, ponieważ nigdy nie czytałam żadnej powieści Jennifer Niven. I nigdy w życiu nie pomyślałabym, że ona pisze tak mądre, cudowne i życiowe książki! Tak, „Podtrzymując wszechświat” jest cudowne i absolutnie wspaniałe, aktualnie jej powieść ma we władaniu spory kawałek mojego serca. 
 Miłym zaskoczeniem było dla mnie to, że Libby, mimo że była gruba, to nie miała żadnych kompleksów! Nie uwierzycie, jak bardzo ta dziewczyna była pewna siebie i jak dobrze czuła się we własnym ciele. Naprawdę bardzo mi tym zaimponowała i po prostu dodała otuchy. Jack jest, przynajmniej dla mnie, mniej wyrazisty, podobało mi się, że potrafił wyrazić swoje zdanie, nawet jeśli było zupełnie odmienne od zdania innych, stawał też w obronie słabszych i nie myślał o tym, że przez to może spaść w drabinie społecznej. 

„Dlaczego, to ile ważę, tak działa na innych ludzi? Przecież na nich nie siadam, więc nie powinno ich to obchodzić, prawda?”
 
 Pomimo że „Podtrzymując wszechświat” porusza bardzo trudne i poważne tematy, czyta się ją szybko, wręcz połyka. To jest dokładnie ten typ książki, dla której wstaje się o 3 rano, albo wcale się nie zasypia. A po zakończeniu powieści tęskni się za nią całymi miesiącami, wraca do fragmentów i płacze, że już się skończyła. Kocham Jennifer za to, że napisała „Podtrzymując wszechświat”!     
 Naprawdę niezwykły jest przekaz tej książki, który można odczytać bardzo wyraźnie: Jesteś chciany, bez względu na to, jak wyglądasz. Cudowny, chyba sami przyznacie? Cała powieść bardzo podbudowuje psychicznie, może nawet trochę podwyższa samoocenę. To naprawdę idealna lektura dla wszystkich wątpiących w siebie i potrzebujących pomocy. 

„Jesteście chciani. Czy jesteście duzi, czy mali, niscy, czy wysocy, zwykli, czy śliczni, towarzyscy, czy nieśmiali. Nie pozwólcie, żeby ktokolwiek wmawiał wam, że jest inaczej. I sami tego tez nie róbcie. Zwłaszcza nie róbcie tego sami.”
 
 Kiedy myślałam o tym, jakimi słowami można by opisać „Podtrzymując wszechświat”, to przyszły mi do głowy dwa wyjątkowo trafne. Wyrozumiałą i magnetyzująca. Mam wrażenie, że te dwa przymiotniki są kwintesencją całej powieści. Nie żartuję. 
 Bardzo podoba mi się również sam tytuł (i okładka!), jest tak niesamowicie adekwatny do tej książki! 
„Podtrzymując wszechświat” tak bardzo uderza w serce, że pod koniec siedziałam z otwartymi ustami i zapłakanymi oczami, w jednej drżącej ze wzruszenia ręce trzymałam książkę, a w drugiej chusteczkę. Nie mam pojęcia, dlaczego ta powieść w ten sposób na mnie zadziałała, bo nie jestem osobą, która łatwo się wzrusza. Cóż, ta książka jest po prostu prawdziwa, pokazuje ludzi takimi jakimi są w rzeczywistości, niczego nie próbuje zatuszować. Dziękuję, z całego serca dziękuję Jennifer, że napisała tę historię, zmieniła tak dużo w moim życiu! Kocham „Podtrzymując wszechświat”. Najzwyczajniej w świecie kocham. 

Tak wiec, to już wszystko na dziś. Mam nadzieję, że recenzja Wam się spodobała, bo ja włożyłam w nią całe swoje serce! :) Jeżeli chcielibyście przeczytać darmowy fragment tej kochanej książki, to znajdziecie go tutaj. Do napisania!

A za możliwość przeczytania tej wzruszającej powieści dziękuję wydawnictwu Bukowy Las
Copyright © 2016 Książki to moje paliwo , Blogger