sobota, 3 września 2016

„Olimpiada pana Lemoncella” Chris Grabenstein

Hej! ;) Dziś zapraszam Was na recenzję „Olimpiady pana Lemoncella”, czyli kontynuacji „Biblioteki pana Lemoncella”. Owszem, jest to tom drugi, ale możecie być spokojni! Ani mi się śni zaspoilerować Wam tom pierwszy, nie mówiąc już o tomie drugim ;)
 Jakiś czas po wyłonieniu zwycięzców Gry Bibliotecznej (tom pierwszy) ludzie zaczynają pisać listy do pana Lemoncella ze skargami i pretensjami. Uważają, że zwycięzcy tak naprawdę nie zasługują na to miano, że oni lepiej od nich by sobie poradzili i że to nieuczciwe ze strony pana Lemoncella, że nie pozwolił im wystartować w Grze Bibliotecznej. Pan Lemoncello postanawia więc zorganizować Olimpiadę Biblioteczną, czyli zawody książkowe na skalę całej Ameryki. Kraj zostaje podzielony na kilka stref, następnie w tych strefach organizowane są eliminacje, które mają za zadnie wyłonić czwórkę osób mających największe szanse na zwycięstwo (to znaczy w każdej strefie zostają wybrane cztery osoby). Uczestnicy są zakwaterowani w miejscowym motelu, a rozgrywki prowadzone są w niesamowitej bibliotece pana Lemoncella.

„Bohaterskie zachowanie nie zawsze jest łatwe ani fajne”

 Zacznę może od tego, że zupełnym zaskoczeniem dla mnie było to, że Chris Grabenstein napisał kontynuację „Biblioteki pana Lemoncella”, marzyłam o tym od ponad roku! Jak tylko dowiedziałam się o drugim tomie zaczęłam skakać z radości. Dosłownie! I mimo, że znałam już możliwości Grabensteina to nie byłam przygotowana na to, że „Olimpiada pana Lemoncella” będzie lepsza od swojej poprzedniczki.
 Mam wrażenie, że w tej części autor znacznie bardziej skupił się na postaci pana Lemoncella, który w tomie pierwszym był dość tajemniczą osobą. Przedstawił go w różnych sytuacjach i opisał jego reakcje na skrajne emocje. Dochodzi nam również wiele nowych postaci, które Grabenstein opisał czasem lepiej, czasem gorzej. Najlepiej wykreował Marjory, książkowego geniusza. Mam wrażenie, że Marojory można nadać miano jednego z ważniejszych bohaterów tej książki i mimo, że została przedstawiona dość negatywnie to naprawdę ją polubiłam ;)
 Autor często nawiązywał do innych książek, mniej lub bardziej znanych, uważam, że to był świetny zabieg z jego strony! Oto przykładowe dwa takie nawiązania:
- Pan Lemoncello miał na sobie srebrzystą togę i srebrny wieniec laurowy. Wyglądał trochę jak Trybut z Dystryktu Trzeciego z Igrzysk śmierci”
- „Wyjeżdżam. Albo do Terabithii, albo do Nowego Jorku”
Pierwszy fragment to oczywiście, tego chyba nawet nie muszę mówić nawiązanie do „Igrzysk śmierci”, a drugi fragment odnosi się do „Mostu do Terabithii”. Odwołań do innych powieści było znacznie więcej, zresztą autor wszystkie wymienił na końcu powieści. Moim zdaniem powinniście przeczytać tę książkę i absolutnie nie sugerować się tym, że jest przeznaczona dla dzieci! O jej uniwersalności może świadczyć chociażby fakt, że moja kuzynka, cztery lata ode mnie młodsza świetnie się bawiła czytając „Bibliotekę pana Lemoncella”, ja się świetnie przy niej bawiłam oraz moją kuzynka dwa lata ode mnie starsza też świetnie się przy niej bawiła! Jeżeli nie sięgniecie po tę pozycję, to będzie to jeden z największych błędów Waszego życia!
 Będę bardzo tęskniła za panem Lemoncellem i jego niezwykłą biblioteką, ale mam nadzieję, że Chris Grabenstein zdecyduje się na napisanie trzeciego tomu! Do napisania!


P.S. Koniecznie obejrzyjcie zwiastun! Według mnie jest jednym z lepszych zwiastunów książki, jaki do tej pory powstał!

A za możliwość przeczytania tej fantastycznej książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Wilga!


6 komentarzy:

  1. Pierwszy raz słyszę o tej książce, ale może kiedyś uda mi się po nią sięgnąć, kto to wie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej! Nominowałam Cię do LBA, zapraszam --> http://www.uwielbiamczytac.pl/2016/09/liebster-blog-award-1_81.html#more

    OdpowiedzUsuń
  3. Ooo! Zapowiada się bardzo ciekawie :) Jak tylko znajdę czas to po nią sięgnę :)

    Pozdrawiam i zapraszam do mnie!
    http://czarodziejka-ksiazek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń