niedziela, 17 września 2017

[BOOK TOUR] „Bez serca” Marissa Meyer

[BOOK TOUR] „Bez serca” Marissa Meyer
Catherine to całkiem zwyczajna mieszkanka Kier. Oczywiście, nie biorąc pod uwagę tego, że jest niesamowicie utalentowaną kucharką (specjalizującą się w ciastach), córką Markiza Skalistej Zatoki Żółwiowej i wybranką serca samego Króla. Kłopot tylko w tym, że Król jest starszym, ale dziwnie zdziecinniałym człowiekiem, a Cath wcale nie jest zainteresowana związkiem z nim. Dziewczyna marzy raczej o założeniu najwspanialszej cukierni w mieście i bliższym poznaniu nowego, tajemniczego nadwornego błazna. Niestety, o niczym takim nie chcą słyszeć surowi rodzice Cath, którzy już planują jej ślub z Królem. Życie Catherine z dnia na dzień komplikuje się jeszcze bardziej, bowiem do Kier przybywa Dżabbersmok, niebezpieczny potwór znany tylko z legend.
 Każdy z Was zna „Alicję w Karinie Czarów”, prawda? I pamiętacie też zapewne szaloną i okrutną Królową Kier, przed którą wszyscy drżą ze strachu. Catherine to Królowa Kier. Posłuchajcie jej historii, a może zrozumiecie, dlaczego tak bardzo się zmieniła.

„Celem jest DOSKONAŁOŚĆ”

Przyznam szczerze, że nigdy nie byłam wielką fanką „Alicji w Krainie Czarów”. Cały świat wykreowany przez Lewisa Carrolla wydawał mi się zbyt absurdalny, a Alicja nie potrafiła sobie zjednać mojej sympatii. Jednak kiedy usłyszałam o „Bez serca”, to natychmiast zapragnęłam tę powieść  przeczytać, nie tylko ze względu na śliczną okładkę ;)
Nie będzie chyba przesadą, jeśli stwierdzę, że sam pomysł Merissy Meyer jest genialny. Od samego początku byłam ciekawa spojrzenia autorki na przeszłość Królowej Kier, które, nawiasem mówiąc, jest bardzo ciekawe. Przez właściwie większość książki mamy do czynienia z czymś na wzór konfliktu tragicznego. Nie wiem jak Wy, ale ja zawsze uważałam ten motyw za intrygujący!
 Jeżeli chodzi o styl pisania Meyer, to jest on bardzo lekki, dzięki czemu książkę czyta się po prostu przyjemnie. „Bez serca” to taka idealna lektura na niezbyt zapracowany weekend.
Okropnym, a jednocześnie cudownym elementem tej powieści było hobby Cath. Kiedy już na pierwszej stronie przeczytałam niesamowity opis tart cytrynowych upieczonych przez Catherine, myślałam, że zzielenieję z zazdrości. Na szczęście, im bardziej zagłębialiśmy się w fabułę, tym mniej takich opisów było, ale i tak w trakcie czytania warto jest mieć pod ręką parę smakołyków!
 Niestety, wątek z Dżabbersmokiem był bardzo przewidywalny i niemal natychmiast po jego wprowadzeniu wiedziałam jakie będzie rozwiązanie. Niemniej jednak, wprowadzenie tego potwora do książki było naprawdę dobrym zabiegiem, nadało powieści wartkości i urozmaicało miłosne rozterki Cath.
 Nie ma co ukrywać, książka niemal w całości bardzo przypadła mi do gustu. Jeszcze o tym nie pisałam, ale polubiłam Figla (błazna), Catherine i Kota z Cheshire, który również w tej książce wystąpił. Jedynie przyjaciółka głównej bohaterki mnie irytowała, co za ulga, że odgrywała małą rolę! Nie wiem czy dobrze to o mnie świadczy, lecz myślę, że gdybym przeszła to samo co Catherine, to podobnie jak ona, stałabym się zimną, bezlitosną osobą. Podjęłabym prawdopodobnie te same decyzje co ona, więc może trzymajmy kciuki, żeby nic takiego mnie nie spotkało ;)

Podsumowując, szczerze mogę polecić Wam „Bez serca”, nawet jeśli nie jesteście zagorzałymi fanami „Alicji w Krainie Czarów”. Jeżeli w najbliższym czasie obejrzę lub przeczytam książkę Carrolla, to z całą pewnością w inny sposób spojrzę na Królową Kier. Do napisania!

P.S. Zastanawia mnie tylko, dlaczego w opisie powieści jest napisane, że „ dziewczyna poznaje Jesta, przystojnego i tajemniczego błazna”, ponieważ żadne takie imię odnośnie do Figla nie pada. Chyba, że to ja coś przeoczyłam.

A za możliwość przeczytania „Bez serca” oraz organizację Book Tour dziękuję Darii

sobota, 9 września 2017

Okiem blogerów: 6 ksiażek z motywem szkoły

Okiem blogerów: 6 ksiażek z motywem szkoły
Uff... Pierwszy tydzień szkoły za nami! Przyzwyczailiście się już do wczesnego wstawania, ciągłego stresu i znoszenia docinków nauczycieli? Ja też jeszcze nie. Ale dziś przychodzę do Was z postem, który, mam nadzieję,  pomoże Wam przyzwyczaić się do szkolnej rutyny. Poprosiłam kilku blogerów, aby napisali parę zdań o książce, w której dużą rolę odgrywa szkoła i oto efekty ich pracy!

1. Zaczytana Weni z bloga Zaczytana Weni

Moja propozycja to „Gril Online” autorstwa Zoe Sugg. Książka opowiada o typowej nastolatce, która jest blogerką. W szkole ma zarówno przyjaciół, jaki i rywalki. Jak zawsze wszystko się komplikuje, gdy na scenę wchodzi przystojny chłopak, a jeżeli dodatkowo jest sławny, to już w ogóle hit murowany :) Jest to lektura przeciętnej objętości i idealna do poczytania po szkole. W końcu nie samą nauką człowiek żyje :)


 Zdjęcie autorki bloga „Sklerotyczka”

2. Magdalena z bloga Czytam w pociągu
Nastał wrzesień, a z nim jesień i... powrót do szkoły! Już widzę te gromadki uczniów żwawo idące do szkoły z uśmiechem na ustach. W tym miejscu chciałabym pozdrowić serdecznie studentów, którzy tak jak ja mają jeszcze miesiąc wolnego!

Zostałam poproszona o krótką opowieść o książce, w której występuje szkoła. Ileż ja miałam z tym problemu! Owszem, znam powieści, w których bohaterowie chodzą do szkoły średniej, ale są to wątki bardzo poboczne. I nagle mnie oświeciło! Jest taka seria, w której szkoła zajmuje pierwsze miejsce... Jednakże ta placówka bardzo się różni od naszych polskich szkół. Nie tylko wyglądem i zasadami w niej panującymi, ale też przedmiotami. Transmutacja. Obrona przed czarną magią, Zaklęcia i uroki, Eliksiry, Astronomia - to tylko nieliczne z umiejętności, które uczniowie tejże szkoły nabywają na zajęciach. Mimo że mundurki są tutaj obowiązkowe, to każdy nosi je z dumą. Składa się on z długiej, białej koszuli z kołnierzykami i długimi rękawami, krawatu w barwach domu, do którego należy uczeń, szarego sweterka, czarnych spodni dla chłopców i czarnej spódnicy do kolan z podkolanówkami dla pań. Do kompletu jest też peleryna z odznaką domu o podszewce w kolorze adekwatnym do domu. 
Szkoła Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie to brytyjska szkoła z internatem kształtująca przyszłych czarodziejów, mieszcząca się w zamku Hogwart, położona gdzieś w Szkocji. Jednakże nie każdy może do niej dołączyć! Dzieci z magicznymi umiejętnościami są zapisywane do szkoły przez magiczne pióro jeszcze przed urodzeniem, ale są o tym informowane dopiero w wieku jedenastu lat - zazwyczaj listem przyniesionym przez sowę. Następnie Tiara Przydziału przydziela dzieci do jednego z czterech domów - Gryffindoru, Hufflepuffu, Ravenclawu lub Slytherinu. Za dobre zachowanie są nagradzani punktami, które za przewinienia są odejmowane. Warto o nie walczyć, bowiem pod koniec roku dom z największą liczbą punktów otrzymuje Puchar Domów.
Na zwrócenie uwagi z pewnością zasługują też przyznawane oceny! Jest to kolejna różnica pomiędzy czarodziejską szkołą, a naszą. Stopnie nie składają się z cyfr, a literek! I tak W oznacza Wybitny, P - poniżej oczekiwań, Z - zadowalający, N - nędzny, O - okropny i T - troll. Wiecie już z jakiej książki to szkoła? Tak! To „Harry Potter” :) Zagadka była wybitnie łatwa.

„Życie to szkoła, w której każdy uczy się innej lekcji”~ William Seward Burroughs 

Książka z motywem szkoły, którą chciałabym Wam polecić to stworzone na podstawie kasowego filmu dzieło Nancy H. Kleinbaum „Stowarzyszenie umarłych poetów”. Przedstawiony został w nim obraz rygorystycznej Akademii, która w dość rygorystyczny sposób kształci swoich uczniów na prawych obywateli zgodnie z czterema zasadami: „Tradycja, Honor, Dyscyplina i Doskonałość”. W szkole tej etat nauczyciela literatury obejmuje charyzmatyczny John Keating. Sprzeciwia się on panującemu w szkole modelowi edukacji i chce wychować swoich uczniów przede wszystkim na ludzi kreatywnych i myślących. Dzięki swojemu nauczycielowi, młodzi poznają i zachwycają się literaturą, zaczynają samodzielnie myśleć i kwestionować to, co do tej pory wydawało im się jedyną słuszną drogą. W mojej opinii „Stowarzyszenie umarłych poetów” to książka, którą obowiązkowo powinni przeczytać wszyscy nauczyciele! Każe im skonfrontować to, jak wygląda system edukacji z tym, czego naprawdę powinni nauczać młodych ludzi. Inspiruje do tego, by nie być tylko znienawidzonym belfrem, ale mistrzem, który zabiera swoich wychowanką w prawdziwą intelektualną podróż. Wskazuje, ze na ucznia trzeba patrzeć nie tylko jak na maszynkę do uczenia, ale także jak na człowieka, który ma swoje problemy, swoją wrażliwość, swoją osobowość. Książkę tę powinni przeczytać również uczniowie - mam nadzieję, że natchnie ich do tego, by poszukiwali własnej drogi, nie bali się być twórczy, kreatywni i myślący! Może wybranie tej książki do takiego zestawienia jest nieco przewrotne, jednak przekazuje to, co każdy uczeń powinien wiedzieć: szkoła i wyniki w nauce nie są miernikiem naszego życiowego sukcesu, nie powinniśmy dopasowywać się do przyjętych norm, lecz kroczyć własną drogą i mobilizować się do spełnienia marzeń!


„Szkoła był miejscem przyjaznym dla rozkrzyczanych, narzekających i lekkomyślnych”~ Dorota Terakowska

4. Sklerotyczka z bloga Sklerotyczka 
Długo zastanawiałam się jaką książkę wybrać z motywem szkolnym, ale wybór padł na „Nie zabierajcie mi dziecka". Nie bez powodu ta książka, opowiada o nastolatce, która jest w ciąży. Podczas całej tej sytuacji uczęszcza do szkoły, imprezuje i korzysta z życia. Brakuje jej kopa do ogarnięcia się totalnie. Jill siedemnastolatka będąca w związku z młodym chłopcem, „wyrzucona” z domu, do tego towarzystwo niezbyt ciekawe. Cała akcja toczy się w Anglii, tam takie przypadki są na porządku dziennym, ale czy warto brać przykład z niej? Hm nie mnie oceniać, bywają wpadki... Ale nie każda kończy się szczęśliwym zakończeniem, w wypadku Jill takim kopem motywacyjnym jest jej córka i pobyt w szkole zamkniętej gdzie kontynuuje naukę oraz opiekuje się córką. Dopiero zaczyna do niej trafiać, co się dzieje, otrząsa się z całego „zamieszania” gdy jej koleżanka traci dziecko. Z tej książki wyniesiesz wiele rzeczy, prócz tego, że złapie cię za serce, dostrzeżesz rzeczy istotne takie jak szkoła oraz rodzina, bo to są ważne wartości w życiu. A towarzystwo, jakie cię otacza zawsze znajdzie się inne, bardziej odpowiednie.

Zdjęcie autorki bloga „Sklerotyczka”


5. Poppapraniec z bloga Poppapraniec
 Początek roku szkolnego zwykle należy do silnych przeżyć, tym bardziej, jeśli z pierwszym września (w tym roku wyjątkowo inaczej) zaczyna się nową szkołę. Do podczytywania na lekcjach lub przerwach najlepiej wybrać coś niegrubego. Poppaprańcowi najlepszym wyborem wydaje się „Klasa pani Czajki” autorstwa Małgorzaty Karoliny Piekarskiej – powieść lekka jeśli chodzi o wagę i tematykę. Czytelnik śledzi życie pewnej warszawskiej klasy gimnazjum. Jest miejsce na sytuacje zabawne i smutne, z przewagą jednak dobrego humoru. Poppapraniec musi przyznać, że nie zauważył momentu, w którym powieść wciągnęła go tak bardzo, iż nie mógł oderwać się od niej nawet na krótką chwilę. Wszystko dlatego, że historia opisana jest prostym językiem, okraszona wspaniałym humorem. Szkolne perypetie rozgrywające się na przestrzeni trzech lat silnie działają na emocje czytelnika, tym bardziej, że klasa pani Czajki to grupa ludzi, w której każdy z nas odnajdzie siebie i szybko dopasuje osoby ze swojego otoczenia do innych postaci. Dobrze jest szkołę zacząć pozytywnym akcentem, a najlepiej wpłynie na to lektura „Klasy pani Czajki”.


„Z chodzeniem do liceum jest trochę tak, jak gdyby ktoś kazał ci każdego ranka wstać, rozpędzić się do stu kilometrów na godzinę, a potem po raz kolejny uderzyć głową w mur”~ Jodi Picoult i Samantha Van Leer

6. A na koniec moja propozycja
Mimo że książek z motywem szkoły jest całkiem sporo, to zawsze kiedy myślę „szkoła”, mojej głowie pojawia się „Teatr odtrąconych poetów”. Sam - główna bohaterka, to tylko pozornie zwyczajna nastolatka. W rzeczywistości cierpi na zaawansowaną nerwice natręctw, o której wie tylko jej najbliższa rodzina i psychiatra. Samantha, bo tylko takiego imienia używają jej przyjaciółki, jest popularna w swoim liceum. Należy do paczki pięciu dziewczyn, które bezwstydnie krytykują i poniżają innych. Ale Sam nigdy nie chciała taka być. Dlatego, po długich namowach psychiatry, zaczyna odchodzić od bezlitosnych przyjaciółek i wkracza do teatru odtrąconych poetów, niesamowitego miejsca, w którym każdy każdego szanuje.
„Teatr odtrąconych poetów” to niezwykła powieść traktująca o samotności wśród rówieśników, odrzuceniu i niezrozumieniu. W tej książce nie znajdziecie zbyt wiele humoru, został zastąpiony mądrymi wierszami i druzgoczącym zakończeniem. Przyznam, że płakałam czytając tę książkę. Jest boleśnie prawdziwa, wyjątkowa i bardzo magnetyzująca. Zasługuje na wszelkie pozytywne słowa, jakie tylko człowiek poznał. Uwielbiam całym sercem „Teatr odtrąconych poetów” i mam szczerą nadzieję, że chociaż troszkę zachęciłam Was do sięgnięcia po nią.  

To już wszystko na dziś! Bardzo, bardzo dziękuję blogerom za poświęcenie czasu i napisanie dla Was o książce z motywem szkoły! Dziękuję! <3 Dodatkowe podziękowania należą się Sklerotyczce, ponieważ to jej śliczne zdjęcia możecie podziwiać w tym poście. Do napisania!

P.S. Zwyczajowo już zostawiam Wam link do fanpage.  

czwartek, 17 sierpnia 2017

Tea Book Tag

Tea Book Tag
Hej ;) Dziś zapraszam Was na nieco luźniejszy post, czyli Tea Book Tag.


1. Czarna herbata, czyli mój ulubiony klasyk.

Muszę przyznać, że mam całą masę ulubionych klasyków i nie potrafię wybrać tego najlepszego. Ubóstwiam „Władce pierścieni” i „Hobbita” Tolkiena, bardzo lubię „Pana Wołodyjowskiego” Sienkiewicza, z przyjemnością zaczytuję się w Szekspirze, przepadam za „Małą Księżniczką”, „Tajemniczym ogrodem”, „Robinsonem Crusoe”, „Opowieścią wigilijną”, „Opowieściami z Narnii” i „Muminkami”. I prawie zapomniałabym o cudownej „Ani z Zielonego Wzgórza”! <3

2. Zielona herbata, czyli książka tak nudna, że przy jej czytaniu zasnęłam.

W roku szkolnym zasypiam praktycznie przy każdej książce, ale to wynika raczej z przemęczania, a nie z nudy. Hmm... Tutaj chyba najbardziej pasuje „Ars Dragonia”, o której już kilka razy wspominałam. Ta książka zapowiadała się świetnie i bardzo tajemniczo, a to co w środku się kryło było po prostu beznadziejne. Nie wiem w jaki sposób, ale Joanna Jodełka wszystko pomieszała i jakoś w połowie powieści nie wiedziałam już, co właściwie czytam. Zdania nie miały żadnego sensu i co chwilę zasypiałam. „Ars Dragonia” to totalna porażka i zdecydowanie Was przed nią ostrzegam!

3. Czerwona herbata pu-ehr, czyli książka, w której bohaterowie ciągle się przemieszczają.

Właściwie to do tej kategorii pasuje każda książka fantasy. Postawię jednak na nacudowniejszych „Pozaświatowców”, ponieważ tam bohaterowie w żadnym miejscu nie zatrzymują się dłużej niż na dwa dni. 

4. Herbata oolong, czyli książka, której poświęca się zbyt mało uwagi.

Ojeju, takich książek jest przerażająco wiele! Swoją drogą, planuję zrobić post (a nawet kilka) o książkach zapomnianych i nie czytanych, pomimo że są są genialne i niczym nie ustępują tym popularnym. Bylibyście zainteresowani? Wracając jednak do pytania, ostatnio recenzowałam „BZRK” Michaela Granta (recenzja) i ta książka jest tak dobra, ale to TAK DOBRA, że aż nie mam słów. A mało kto ją czytał :( No i oczywiście „Pozaświatowcy”, moja ukochana trylogia. Genialnie napisana, ale co z tego skoro prawie nikt jej nie czytał...

5. Biała herbata, czyli książka niezasłużenie popularna.

No nie, znów mogłabym zasypać Was tytułami! Znienawidzone przeze mnie „Igrzyska śmierci”, ostatnio przeczytane „Myszy i ludzie”, „Do trzech razy śmierć”, „Król Kruków”, twórczość Sarah J. Maas i ostatnia nowość „Piękne złamane serca”. Nie wszystkie z nich były tak zupełnie złe, większość jest zwyczajnie pospolita i niczym się nie wyróżniająca.

6. Herbata yerba mate, czyli książka przy której trzeba przebrnąć przez pierwsze rozdziały, aby akcja się rozwinęła. 

Nie do końca jest to odpowiedź na to pytanie, ale „Głębia Challengera”. Bardzo trudno czytało mi się tę powieść, była dziwna, chaotyczna i poplątana. Przez 3/4 książki nie byłam w stanie przeczytać więcej niż 10 stron na raz. Czułam się przytłoczona emocjami i odczuciami Cadena, głównego bohatera. Mimo wszystko polecam tę książkę, tylko ostrzegam, że porusza trudną tematykę i nie czyta się jej łatwo.

7. Herbata ziołowa, czyli książka, którą czytano mi na dobranoc, gdy byłam mała. 

Rodzice czytali mi całkiem sporo książek, jednak najbardziej lubiłam „Opowiadania z piaskownicy” Renaty Piątkowskiej. Do tej pory potrafię streścić większość opowiadań z tej książki! ;)

8. Herbata owocowa, czyli moja ulubiona lekka książka.

Oooch... Mam 3 takie książki, mogę o wszystkich wspomnieć? Na pierwszy ogień niech pójdzie Joss Stirling i jej cudowni bracia Benedictowie. Jak ja uwielbiam Yvesa! <3 Nie znam takich słów, które opisałyby wspaniałość tej trylogii! Zawsze się śmieję, że po przeczytaniu tych książek nie trzeba słodzić herbaty, bo już się jest przesłodzonym ;) Druga - „Chłopak z innej bajki” Kasie West. Znów urocza i bardzo wakacyjna powieść. No i Xander! <3 Na koniec pozostawiłam znaną dylogię Cariny Bartsch, czyli „Lato koloru wiśni” i „Zima koloru turkusu”. Po raz kolejny słodkie, urzekające książki, które bardzo Wam polecam. (Mimo wszystko konkurs słodkości wygrywa Joss Stirling. Ona nie ma sobie równych w tej kategorii!)

9. Iced tea, czyli książka, która zmroziła mi krew w żyłach.  

Myślę, że całkiem dobrze pasuje tu „Aplikacja” Lauren Miller. Książka sama w sobie nie jest straszna, ale zmroziła mi krew w żyłach swoją realnością, wizją świata opętanego przez aplikację na telefon. I seria „Dawca” Lois Lowry również tu pasuje, z tego samego powodu co „Aplikacja”. 

10. Rozlana herbata, czyli kogo taguję! 

Do tej zabawy chciałabym nominować:
Dziewczyny, czekam na Wasze odpowiedzi! :)

 I to już wszystko na dziś! Mam nadzieję, że spodobał Wam się ten tag w moim wykonaniu. Do napisania!

P.S. Zamierzam nagrać Q&A, więc czekam na Wasze pytania w komentarzach ;) I przypominam Wam o niedawno założonym fanpage, który znajdziecie tutaj. 

niedziela, 13 sierpnia 2017

„BZRK” Michael Grant

„BZRK” Michael Grant
Hej ;) Dziś zapraszam Was na recenzję książki „BZRK” Michaela Granta.
 Noah to prawie normalny nastolatek. Prawie, ponieważ jego brat jest zamknięty w przerażającym zakładzie psychiatrycznym, gdzie na widok jakiegokolwiek człowieka wykrzykuje z furią te same, dziwne słowa: „nano”, „makro” „talib” i „berserk”. Życie Noaha komplikuje się jeszcze bardziej, gdy spotyka Azjatę, który zaprasza go do wzięcia udziału w podejrzanie niebezpiecznej grze.
 Sadie to córka multimiliardera, najbogatszego człowieka w całej Ameryce. Kiedy jej ojciec, matka i bart giną w spektakularnym wypadku samolotowym, natychmiast zostaje zwerbowana do tajnej organizacji zwanej „BZRK”.
 Losy tej dwójki szybko splatają się ze sobą. Noah i Sadie pracują razem nad ocaleniem świata przed grupą szaleńców, którzy manipulują umysłami przywódców najpotężniejszych państw świata.

„A ja się zakochuję. Mam to w sobie, znaczy, zdolność do zakochania się. Nigdy nie byłem zakochany. Ale czuję to w sobie. Więc raczej się tego spodziewaj.”

 Zacznę entuzjastycznie i od razu napiszę, że „BZRK” jest genialne, absolutnie genialne! Cała książka  obraca się wokół nanotechnologii, serdeczne gratulacje dla Michaela Granta za wpadnięcie na taki pomysł! Oczywiście, nie jest pierwszym pisarzem, który w swojej książce wykorzystywał nanotechnologię, ale jest chyba jednym, który zrobił to z takim rozmachem! Wyobraźcie sobie tylko wojnę globalną, w której wszyscy biorą udział, ale tylko nieliczni o tym wiedzą. Wyobraźcie sobie bitwy toczące się w środku czyjegoś oka, ucha, nosa,czy mózgu. I teraz przyznajcie sami, że brzmi to co najmniej imponująco.
 Nie dość, że sama fabuła jest niepowtarzalna i wyjątkowa, to jeszcze wątek romantyczny jest cudowny i niezbyt nachalny. No i bohaterowie! Już na samym początku pokochałam Noaha, przystojnego, życzliwego, kulturalnego i po prostu słodkiego. Sadie również szybko polubiłam. To dziewczyna naprawdę odważna, lekko sarkastyczna, mająca własny styl i zdanie.
 Ta książka to całościowo cudo, jakie rzadko się spotyka! Michael Grant stworzył coś niepowtarzalnego, zabójczo genialnego, niezwykłego i wyróżniającego się. Wiem, że to zabrzmi nieco dziwnie, ale ta książka nie ma wad, a przynajmniej ja się ich nie doszukałam. „BZRK” to imponujący swoim rozmachem i wciągający bez reszty thriller, który zdecydowanie powinniście przeczytać! I na koniec powiem tylko, że nienawidzę wydawnictwa Amber. „BZRK” to w Ameryce trylogia z dodatkiem. U nas to cudowne wydawnictwo wydało jeden tom. Oczywiście.

To już wszystko na dziś. Żegnam się z Wami ja i moje złamane serce wypełnione wdzięcznością za to, że w ogóle trafiła do mnie ta książka. Do napisania!

P.S. Właśnie założyłam fanpage, więc zapraszam tutaj

sobota, 5 sierpnia 2017

Wakacyjne zdjęcia - Chorwacja

Wakacyjne zdjęcia - Chorwacja
Hej ;) Dziś zapraszam Was na bardzo niecodzienny post, w którym pokażę Wam zdjęcia z mojego wyjazdu do Chorwacji. Większość to zdjęcia krajobrazów, chociaż na niektórych możecie znaleźć moje rodzeństwo :)
















Jadąc małą uliczką napotkaliśmy takie kamienie z cytatami. „Be beautiful inside in your heart”
„You can't love God and hate your brother”
I przy samym wyjeździe tajemnicze „Why did you leave us this way?”


















Zdjęć mam oczywiście więcej, ale wolę Was nimi nie zanudzić. Na koniec chcę jeszcze bardzo serdecznie podziękować Julce za pomoc w stworzeniu logo, nagłówka i szablonu do mojego bloga. Już Ci to pisałam, ale muszę zrobić to jeszcze raz -  jesteś naprawdę wielka. Dziękuję! <3 A jak Wam podoba się nowy wygląd? Tylko proszę o szczere opinie! ;) Do napisania!

sobota, 8 lipca 2017

Książkowa playlista #2

Książkowa playlista #2
Hej ;) Dziś zapraszam Was na drugą część serii, którą nazwałam Książkowa playlista, w której to prezentuję Wam piosenki kojarzące mi się z konkretnymi książkami. Pierwszą część znajdziecie tutaj.


1.  „Śmiało, Angel!”= „Radioactive”

Jeżeli czytaliście tę książkę, to na pewno wiecie, że jest ona związana z muzyką. Akcja całej powieści rozgrywa się na koncercie, na którym Angel debiutuje. A piosenkę którą wykonuje wyobrażam sobie właśnie tak jak brzmi „Radioactive”.

środa, 5 lipca 2017

Czerwcowy Book Haul!

Czerwcowy Book Haul!
Hej ;) Dziś zapraszam Was na Book Haul z czerwca. Przepraszam za niezbyt ładne zdjęcia, ale beznadziejna ze mnie fotografka, a jakby tego było mało, to jeszcze światło nie chciało ze mną współpracować...




poniedziałek, 3 lipca 2017

Druga edycja #czytamcopolskie

Hej ;) Dziś poopowiadam Wam trochę o akcji organizowanej przez Isabelle West i Adę, której celem jest szerzenie polskiej literatury wśród czytelników. Przyznam, że choć sama uwielbiam czytać książki polskich autorów i nie widzę w ich powieściach niczego gorszego od pisarzy zagranicznych, to znam sporo osób, którzy jak widzą polskie nazwisko na okładce natychmiast rezygnują z przeczytania danej książki. Nie rozumiem tego zachowania i dla mnie jest ono naprawdę przykre i smutne.
 Zasady tej akcji są bardzo proste, wystarczy zgłosić chęć uczestnictwa w niej organizatorkom (czas macie do 9 lipca, zostało Wam tylko kilka dni!), wspomnieć o niej w poście (co niniejszym robię), przeczytać jakąś książkę polskiego autora, a potem ją zrecenzować i już na koniec zostaje tylko podrzucenia linku do recenzji organizatorkom ;) Proste, prawda? Na napisanie recenzji mamy czas od 10.07 do 23.07 2017 r.
 I to w sumie wszystko, co miałam Wam dziś do przekazania. Weźmiecie udział w tej akcji? Jaką książkę będziecie czytali? Do napisania!

środa, 28 czerwca 2017

Rozwiązanie konkursu

Hej ;) Dziś nie będę Was zbytni zamęczała długim postem. Dziś będzie, jak to mówią, krótko, zwięźle i na temat.
 Jeżeli chodzi o „Koralinę” to wygrywa ją osoba z nickiem Mc D Love, która podała cytat:

„Czasami wydaje mi się, że mnóstwo osób widziało już wcześnie ten śnieg. Tak jak myślę, że mnóstwo osób czytało już te książki. I słuchało tych samych piosenek. Zastanawiam się, jak czują się dzisiejszej nocy.”

Natomiast „Teatr odtrąconych poetów” wygrywa Justyna Kubik z cytatem:

„Jest taka miłość, która nigdy nie umiera, choć zakochani od siebie odejdą.”

Serdecznie gratuluję zwycięzcom, a wszystkim uczestnikom z całego serca dziękuję. Tak naprawdę wszystkie cytaty bardzo mi się podobały! ;) Oczywiście, ze zwyciężaniami skontaktuję się  za chwilę mailowo, ale jeżeli któraś z nich w przeciągu tygodnia nie poda mi swojego adresu wysyłkowego, to ponownie wybiorę zwycięzcę. To już wszystko na dziś, do napisania!

sobota, 17 czerwca 2017

Podaruj sobie radość!

Podaruj sobie radość!
Hej ;) Dziś zapraszam Was na zdecydowanie inny postu niż zazwyczaj. Nie będę opowiadała o żadnej książce, zamiast tego przedstawię Wam pewny pomysł, który narodził się w mojej głowie już jakiś czas temu.


Copyright © 2016 Książki to moje paliwo , Blogger