niedziela, 8 stycznia 2017

„Heaven. Miasto elfów” Christoph Marzi

Hej! ;) Dzisiaj zapraszam Was na recenzję książki niemieckiego autora, Christopha Marziego.
 David uwielbia spędzać noce biegnąc po dachach Londynu wpatrując się w pustkę, która została po niebie. W tym mieście nie ma nieba. Zniknęło jednego dnia i nigdy nie powróciło.
 Pewnego wieczoru na dachu spotyka tajemniczą dziewczynę o imieniu Heaven, która utrzymuje, że przed kilkoma minutami ktoś wyciął jej serce. David oczywiście jej nie wierzy, przecież nikt nie może żyć bez podstawowego organu! Jednak czy na pewno? W obliczu niepodważalnych faktów, takich jak brak bicia serca w klatce piersiowej Heaven, czy lekarska diagnoza stwierdzająca, że ta dziwna dziewczyna nie ma serca David postanawia jednak uwierzyć słowom Heaven.
 Razem, krok po kroku odkrywają sekrety rodziny nastolatki i stawiają czoła wielu niebezpieczeństwom.

„Życie jest nieprzewidywalne. I nikt nie może wiecznie grać. W którymś momencie maska opada, a wtedy trzeba spojrzeć w lustro i zmierzyć się z tym, co w nim widzimy.”
Opis treści książki wyszedł mi bardzo nieskładnie, ale niestety, nie potrafię na to nic poradzić! Gdybym napisała o chociaż jeszcze jedno zdanie więcej to moglibyście mnie posądzić o spoilerowanie, a chyba wiecie jak bardzo chcę tego uniknąć! Tak więc mam nadzieję, że cokolwiek z tego mojego opisu zrozumieliście i że zabrzmiało to dla Was ciekawie. Bo sama książka jest bardzo ciekawa!
 Ja już na samym początku dałam się porwać magii tej powieści i jestem z tego powodu przeszczęśliwa! Właśnie, tutaj muszę zaznaczyć, że warto zagłębić się w lekturze tej książki w chwili, w której mamy wolne (dobrym momentem są właśnie zbliżające się ferie ;D). Dlaczego? Ponieważ dzięki temu nie uronimy ani grama magii tej historii! Ta książka oprócz tego, że jest wypełniona po brzegi magią to jeszcze czyta się sama! Mówię poważnie, przez tę powieść się po prostu płynie!
 Bardzo wychwalam „Heaven. Miasto elfów”, więc możecie pomyśleć, że ta książka jest idealna. Oczywiście nie jest, ma całkiem dużo minusów, ale jednak plusy przeważają i nie potrafię pisać o niczym innym jak o zaletach, myślę, że niejednokrotnie tak mieliście ;)
 Podsumowując, z całego serca zachęcam Was do sięgnięcia po tę książkę, która ma piękną okładkę i równie wspaniałe wnętrze ;D

 To już koniec mojej recenzji. Nie jestem pewna czy w ogóle tak można określić to co napisałam, bo wyszło mi to tragicznie. Na swoje usprawiedliwienie mam jedynie fakt, że wyszłam trochę z wprawy ponieważ ostatnią recenzję pisałam ponad miesiąc temu. Tak więc proszę Was o wybaczenie, postaram się żeby następne recenzje (wkrótce będzie ich sporo :D) były o niebo lepsze!
 A teraz nie odnośnie postu. Kto z Was wkrótce zaczyna ferie? Ja niestety dopiero za miesiąc (14 luty! :/ ) więc wszystkim osobom, które ferie mają wcześniej zazdroszczę! I życzę zaczytanych dwóch tygodni ;) Do napisania!

2 komentarze:

  1. Nie przesadzaj, recenzja wyszła Ci naprawdę fajnie ;)
    Opis książki brzmi całkiem interesująco, ale ja raczej po nią nie sięgnę, bo to chyba nie moje klimaty ;)
    A ferii nie masz co zazdrościć! Ja nienawidzę mieć ich w pierwszym terminie, zdecydowanie wolę mieć je później i cieszyć się z faktu że innym ferie się skończyły a mi dopiero rozpoczęły :D

    niematojakksiazki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Zosiu! Przecież twoja recenzja jest wspaniała! I bardzo zachęca do przeczytania książki;) Chociaż ten motyw z wyciętym sercem, trochę mnie przeraża... ;)
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń