środa, 22 lutego 2017

„Klucz Blackthorna” Kevin Sands

Hej ;) Dziś zapraszam Was na przedpremierową recenzję książki „Klucz Blackthorna”. Powieść trafi do księgarń już 1 marca!
Zacznijmy od tego, że akcja „Klucza Blackthorna” rozgrywa się w XVII- wiecznym Londynie, a nasz główny bohater Christopher jest uczniem mistrza aptekarskiego Benedicta Blackthorna. Mistrzowie aptekarscy na ogół nie są zbyt mili dla swoich uczniów. Cóż, mówiąc wprost nie szczędzą im ostrych słów i batów. Benedict Blackthorn jest jednak inny, traktuje Christophera jak własnego syna i nigdy nie zdarzyło mu się na niego podnieść ręki. Mimo, że nastoletni Christopher musi ciężko pracować, aby w przyszłości zostać mistrzem aptekarskim, to chłopak jest szczęśliwy. Ma najlepszego przyjaciela, który byłby gotowy oddać za niego życie, a dzięki Blackthornowi ma też zapewnioną stabilną przyszłość.
 Niestety, na Londyn pada cień śmierci i grozy. Po serii brutalnych zabójstw mistrzów aptekarskich ludzie zaczynają drżeć z obawy o swoje życie. Jak głosi wieść, za morderstwa ponosi winę tajemniczy Kult Archanioła, zgromadzenie o którym nikt nic nie wie. Każdy każdego podejrzewa o współudział w tych zbrodniach. Christopher żyje jakby obok wszystkich dramatycznych wydarzeń. Chłopiec czuje się na tyle bezpieczny, że nie przejmuje się strasznymi zabójstwami, zwłaszcza po zapewnieniu jego mistrza, że nic mu się nie stanie i nie musi, tak jak inni, bać się, że mijający właśnie dzień jest jego ostatnim. Do czasu. Pewnego dnia po powrocie z targu odkrywa ciało Benedicta leżące w kuchni. Kult Archanioła w końcu dopadł jego najukochańszego mistrza i mimo, że Christopher chciałby pozwolić sobie na żałobę i płacz, to tego nie robi. Wie, że upiorne zgromadzenie czyha również na jego życie!

Fragment opisu:
„Zagadkowe kody, potężne mikstury, nieoczekiwane zwroty akcji i tajemnicza zbrodnia.”

 Nie wiem jak stoicie ze znajomością historii, ale pewnie większość z Was wie, że siedemnasty wiek był dla Anglii okresem gwałtownych przemian i rewolucji. Polityka odgrywała bardzo ważną rolę w życiu właściwie każdego człowieka. „Klucz Blackthorna” ma trochę polityczne tło i świetnie ukazuje sposób myślenia tamtejszej ludności.
 Teraz zupełna zmiana tematu. Zajmijmy się Christopherem, głównym bohaterem. Na samym początku uczeń Blackthorna mnie irytował. A pewnie wiecie, że ja ciągle narzekam na denerwujących bohaterów i w sumie kiedy główna postać jest wkurzająca to zaburza mi cały obraz powieści i mimo, że sama historia jest ciekawa to i tak nie oceniam książki zbyt wysoko, bo nie potrafię przebywać przez kilkaset stron z irytującą sobą! W każdym razie, akurat w tym przypadku Christoph zadawał zbyt wiele zupełnie zbędnych pytań. Oczywiście, na początku to nic takiego, ale po 30 stronach potrafi wkurzać, prawda? Na całe szczęście chłopiec szybko się opanował i po mniej więcej 50 stronach zaczął być naprawdę fajną postacią. Był gotowy na zrobienie absolutnie wszystkiego byleby tylko chronić sekrety swojego mistrza. Christopherowi nie brakowało też sprytu, odwagi, inteligencji oraz brawury i pod koniec książki pałałam do niego niemałą sympatią! ;) Polubiłam również Toma, przyjaciela głównego bohatera. Tom był ogromnie sympatyczny!
 Zakończenie „Klucza Blackthorna” bardzo mnie zaskoczyło, nie spodziewałam się, że w ten sposób ta książka się zakończy! Nie mogę się doczekać chwili, w której przeczytam kontynuację, bo o ile się orientuję to Kevin Sands zaplanował napisanie jeszcze tomu drugiego i trzeciego.
 Jeżeli tylko lubicie książki z elementami magii, mrocznych tajemnic i złożonych morderstw, to bez wahania możecie sięgnąć po tę powieść!

To już wszystko na dziś, mam nadzieję, że moja recenzja Wam się spodobała i że przeczytacie „Klucz Balckthorna”, nie pożałujecie! Do napisania!

A za możliwość przeczytania tej książki dziękuję Wydawnictwu Wilga!

 

1 komentarz: