poniedziałek, 24 kwietnia 2017

„Spirit Animals. Upadek Bestii. Nieśmiertelni Strażnicy” Eliot Schrefer

Hej ;) Dziś zapraszam Was na recenzję książki otwierającej nowy cykl, bazujący na serii „Spirit Animals”. Recenzje dwóch ostatnich tomów „Spirit Animals” możecie znaleźć tutaj i tutaj.
 Minęło kilka miesięcy od wydarzeń opisanych w „Wszechdrzewie”. W Erdas wszystko jest w porządku, jednak tylko pozornie. W rzeczywistości światu zamieszkiwanego przez Zielone Płaszcze zagraża kolosalne niebezpieczeństwo. Wszechdrzewo zaczyna gnić, a choroba określana mianem Wyrma rozprzestrzenia się. Jakby tego było mało, zaczyna działać Zerif, który za pomocą magii potrafi przejąć władzę nad każdym zwierzoduchem. Jednym słowem, w Erdas zdecydowanie nie dzieje się dobrze. Czwórka przyjaciół wciąż walczy o bezpieczeństwo oraz pokój na świecie i nie zamierzają się poddać, nawet gdyby wszystko było przeciwko ich misji.

„Dobrze jest być rozumianym”

Zacznijmy od tego, że moje oczekiwania wobec „Nieśmiertelnych Strażników” były naprawdę wysokie. Wszystko za sprawą 6 tomu poprzedniej serii napisanego przez Eliota Schrefera, który mnie, krótko mówiąc, zachwycił. Czy tym razem się zawiodłam? Nie. Pisarz podtrzymywał poziom „Wzlotu i upadku”, chociaż zdarzało mu się gubić w opisach walk, przedstawiał je zbyt schematycznie, przez co nie byłam w stanie dokładnie sobie ich wyobrazić, ale to tak naprawdę jedyny minus tej książki. W tej części Schrefer skupił się znacznie bardziej na szczegółowym opisaniu świata Erdas, dowiedzieliśmy się jakie były okoliczności jego powstania, jakich wrogów miał w ciągu minionych lat i jaką rolę sprawowały Wielkie Bestie w przeszłości. 
 Już na samym początku „Nieśmiertelnych Strażników” poznajemy nowych bohaterów, Kaiinę, Takodę oraz Ande, którzy przywołali bardzo potężne i intrygujące zwierzoduchy. Nie można zapominać również o Xanthe, mieszkance Sadre, podziemnego Erdas, która w całej książce odgrywa naprawdę ważną rolę. Jeżeli chodzi o Abeke, Conora, Meilin i Rollana, to jak zawsze byli świetni! Po przeczytaniu tej części moja sympatia do Rollana i Meilin jeszcze bardziej się pogłębiła! 
 Pod koniec powieści możemy przeczytać o tajemniczym stowarzyszeniu noszącym szkarłatne płaszcze i białe maski zakrywające twarz. O tym stowarzyszeniu nie wiemy zupełnie nic, jego członkowie zjawiają się w najmniej spodziewanych okolicznościach, korzystają ze swoich nadnaturalnych umiejętności i znikają tak nagle jak się pojawili. To zrzeszenie naprawdę daje wiele do myślenia!
 Podsumowując, myślę, że Eliot Schrefer musiał sprostać bardzo trudnemu zadaniu pisząc ten tom i zdecydowanie podołał mu. Jeżeli jeszcze nie sięgnęliście po żadną książkę z serii „Spirit Animals” to nie dajcie się długo prosić i zróbcie to jak najprędzej! 

 To już wszystko na dziś, mam nadzieję, że spodobała Wam się moja recenzja i że w jak najszybszym czasie przeczytacie tę powieść, bo zdecydowanie warto. Do napisania!

A za możliwość przeczytania tej książki bardzo serdecznie dziękuję Wydawnictwu Wilga!


A na koniec jeszcze zapraszam do zapoznania się z filmową wersją recenzji ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz