sobota, 17 czerwca 2017

Podaruj sobie radość!

Hej ;) Dziś zapraszam Was na zdecydowanie inny postu niż zazwyczaj. Nie będę opowiadała o żadnej książce, zamiast tego przedstawię Wam pewny pomysł, który narodził się w mojej głowie już jakiś czas temu.


 Kto z Was nie lubi dostawać niespodziewanych listów i paczek? W ciemno obstawiam, że nie ma takiej osoby. Zawsze listy wywołują na naszej twarzy ogromne uśmiechy i sprawiają, że nawet beznadziejny dzień może być troszkę lepszy. I dlatego, idąc śladem Patrycji postanowiłam rozpocząć akcję, której celem będzie pisanie do Was listów. Wystarczy, że napiszecie do mnie maila na adres alicja.korcz@onet.pl, w którym podacie mi swój adres wysyłkowy (oczywiście, nie wykorzystam go w żadnym innym celu, poza pisaniem do Was listów). To w zasadzie tyle, w razie wszelkich pytań lub niedomówień śmiało do mnie piszcie. Zapraszam do zgłaszania się, pozwólcie podarować sobie odrobinę radości! ;)

niedziela, 11 czerwca 2017

„Autofocus” Lauren Gibaldi

Hej ;) Dziś zapraszam Was na recenzję książki „Autofocus” Lauren Gibaldi. Bez przedłużania, zaczynamy!
 Maude jest nastolatką zafascynowaną fotografią. Uwielbia przechwytywać różne momenty z życia człowieka: chwile radości i szczęścia, smutku, melancholii i zwątpienia. Dziewczyna chodzi w szkole na zajęcia z fotografii, na których pewnego dnia dostaje za zadanie zrobienie zdjęcia z tematem przewodnim „Rodzina”. Mimo że zadanie wydaje się całkiem proste to przysparza Maude wielu problemów. Dziewczyna jest bowiem adoptowana i nigdy nie poznała swojej biologicznej matki, która umarła przy jej porodzie. Jej śmierć nie jest jednak powodem, dla którego Maude trafiła do adopcji. Clarie (to właśnie imię matki) jeszcze podczas ciąży zdecydowała się wyrzec córki.
 Nastolatka postanawia wyjechać do oddalonego o kilkadziesiąt kilometrów Tallahassee w poszukiwaniu jakichś wskazówek dotyczących przeszłości Clarie tego jaka była, jak się uczyła. Przy okazji zamierza odwiedzić swoją wieloletnią przyjaciółkę Treenę, która studiuje w Tallahassee, a z którą od dłuższego czasu się nie widziała. Na miejscu czeka na nią parę rozczarowań związanych z Treeną: okazuje się, że dziewczyna bardzo zmieniła się od czasów licealnych, zaczęła chodzić na imprezy, upijać się do nieprzytomności i spotykać się z przystojnym, ale nieodpowiedzialnym i lekkomyślnym Treyem. Na szczęście całą sytuację ratuje kolega Treya, niejaki Bennett, który charakterem diametralnie różni się od tego pierwszego. Jest opiekuńczy, odpowiedzialny, rozważny i sarkastyczny. Wkrótce Maude zaczyna więcej czasu spędzać z Bennettem niż z Treeną, co, jakby nie patrzeć, wychodzi jej na dobre. Razem z nim odkrywa fakty z przeszłości Clarie, które burzą wyidealizowany obraz matki...

 „Możemy być dalej samotnikami, tylko razem”

„Myślę, że od ciebie zależy, kim będziesz w życiu. Możesz być kimkolwiek tylko zechcesz”

„Łatwo jest się poddać, a trudno pozostać niepokonanym. Wielkość nie bierze się z poddania”

Ale się rozpisałam! Mam nadzieję, że to co napisałam zabrzmiało przynajmniej trochę interesująco, bo taka właśnie jest ta książka! Może nie należy do najbardziej intrygujących i tajemniczych powieści jakie kiedykolwiek powstały, ale jest warta przeczytania.
 zacznę od bohaterów, bo szczególnie jeden cały czas zaprząta moje myśli. Mówię tutaj oczywiście o Bennecie, który jest absolutnie cudowny! Przystojny, sarkastyczny, opiekuńczy... Aż można pozazdrościć Maude, że spotkała takiego chłopaka! Przechodząc już do głównej bohaterki, czyli wcześniej wspomnianej Maude, to muszę przyznać, że ją polubiłam. Nastolatka miała całkiem podobny charakter do mojego i w wielu sytuacjach zachowałabym się podobnie do niej. Co prawda, czasem nie rozumiałam jej zachowań i podejmowanych przez nią decyzji, ale jednak utożsamiłam się z nią. Jeżeli chodzi o Treenę i jej chłopaka, Treya, to nie znosiłam ich! Treena była uległa, nie miała własnego zdania, podążała za tłumem, a Trey bezwstydnie ją wykorzystywał. I chociaż uważam, że Lauren Gibaldi celowo wykreowała Treenę tak, żeby zestawić razem dwie zupełnie różne osobowości i pokazać, że mimo różnic w charakterach ludzie mogą bardzo się zaprzyjaźnić. W każdym razie, to nie zmienia faktu, że miałam ochotę potrząsnąć kumpelką Maude , aby przejrzała na oczy.
 Irytujące w tej książce były ciągle używane słowa takie jak super i fajnie. Mówię poważnie, one pojawiały się na każdej stronie! O ile przez jakiś czas nie zwracałam na to uwagi, o tyle po kilkunastu stronach ta tendencja stała się uciążliwa.
 Nie mogę ukryć, że w „Autofocusie” padło dużo mądrych słów, niektóre z nich mogliście wyżej przeczytać. Sama książka niesie ze sobą rzeczywiście ważne przesłanie, którego lepiej nie będę zdradzać.
 Moje myśli znów wracają do Bennetta, co nie jest dziwne. On jest taką doskonałą postacią!!! Bennett i Maude idelanie się dopełniali i ochhh, tak bardzo go uwielbiam!
 Napisałam chyba już o wszystkim, tylko nie o okładce. Czy ona Wam również tak bardzo się podoba? Moim zdaniem, jest bardzo fotogeniczna (o ile okładka taka może być) i mimo że nie jestem specjalistką od robienia zdjęć, to przyznaję, tę książkę fotografowałam z wyjątkową przyjemności!

 To już wszystko na dziś, mam nadzieję, że moja recenzja Wam się spodobała i przekonała Was do sięgnięcia po „Autofocusa”. Dziękuję Wam za przeczytanie tego tekstu i do napisania!

A za możliwość przeczytania tej książki bardzo serdecznie dziękuję wydawnictwu Akapit Press!

piątek, 9 czerwca 2017

„Detektywi na kółkach. Skrzynia Władcy Piorunów” Marcin Kozioł

Hej ;) Dziś zapraszam Was na recenzję książki „Skrzynia Władcy Piorunów”, która jest pierwszym tomem serii Detektywi na kółkach napisanej przez Marcina Kozioła.
 Julia, czternastolatka jeżdżąca na wózku inwalidzkim wiedzie raczej zwyczajne życie. Przyjaźni się z rówieśnikiem z sąsiedztwa, synestetykiem Tomem i ma ukochanego psa Spajka lub też Biszkopta, bo różnie go nazywają. Całe życie dziewczyny wywraca się do góry nogami kiedy ojciec Toma zostaje porwany i pozostawia tylko enigmatyczny list, z którego niewiele wynika. Kilka godzin po odnalezieniu listu porwani zostają z kolei Tom i Spajk, na szczęście oni nie przebywają w niewoli zbyt długo. Przyjaciele postanawiają za wszelką cenę odnaleźć tatę Toma i dowiedzieć się o co w tych dziwnych wydarzeniach chodzi. W ten sposób zostają wciągnięci w świat teslariuszy i ich mrocznych tajemnic sięgających dalekiej przeszłości.

„Gdy zawiruje czas
Zgodnie z zegara biegiem,
Najkrótszy dystans wybierz.
A jeśli w przeciwną stronę,
Z najbardziej żółtym zmierz się

Rozetrzyj golterii owoc,
Łyżkę miodu dodaj
I antracytu grudę,
Siódemka z dwójką wojnę toczyć będą, 
Ty jak rycerz dzielny
Do marzeń ułóż postać senną.”
 
Na początek może wyjaśnię kim są tesalriusze i tytułowy Władca Piorunów, ponieważ zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy mogą to wiedzieć. Więc, Władca Piorunów to nikt inny jak Nikola Tesla, genialny wynalazca, a teslariusze to ludzie zajmujący się życiem Tesli i jego zaginionymi wynalazkami.
 Muszę przyznać, że Tesla już od dłuższego czasu mnie fascynuję i właśnie z jego powodu sięgnęłam po „Skrzynię Władcy Piorunów”. I nie żałuję! Z tej powieści można dowiedzieć się kilku naprawdę interesujących rzeczy o Tesli, które wydają się zupełnie magiczne i nieprawdopodobne. Książka zbudowana jest w taki sposób, że wydarzenia teraźniejsze, te w których udział biorą głowni bohaterowie przeplatają się ze zdarzeniami z dzieciństwa, a później dorosłego życia Tesli. Uważam, że jest to nietuzinkowy i bardzo ciekawy zabieg, który nadał całej książce dodatkowego smaczku.
 Wkrótce po tym jak poznajemy Julię jej przyjaźń z Tomem przemienia się w coś więcej i ewoluuje przez blisko 240 stron, aż na koniec dochodzi do kulminacyjnego momentu, w którym nie mogłam powstrzymać uśmiechu! ;)
 „Skrzynia Władcy Piorunów” jest lekturą uzupełniającą dla klas 4-6 i przyznam się szczerze, że zazdroszczę dzieciakom, które będą omawiały tę książkę w szkole. Jestem pewna, że przysporzy im wiele frajdy i zabawy, tak jak mi! Nawet jeśli czasy podstawówki macie już dawno za sobą, a szukacie powieści, która zajmie Wam 2-3 godzinki i świetnie Was przy tym rozerwie to „Skrzynia Władcy Piorunów” jest właśnie taką książką! Miła, przyjemna, zawierająca ciekawe informacje w miarę krótka...
 Prawie zapomniałam! Nie napisałam jeszcze nic o szyfrach pojawiających się w „Skrzyni Władcy Piorunów”, a  to niewybaczalny błąd!  Marcin Kozioł przedstawił tutaj nietypowy szyfr, zwany Szyfrem Ceazra. Nie będę Was wtajemniczała w sposób jego działania, chciałam tylko wspomnieć, że taki szyfr jest w niej opisany i dodatkowo uatrakcyjnia powieść :)

Tak więc to już wszystko na dziś, mam nadzieję, że spodobała Wam się moja recenzja i przekonałam Was do sięgnięcia po „Skrzynię Władcy Piorunów” ;) Do napisania!

A za możliwość przeczytania tej książki serdecznie dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka

 

sobota, 3 czerwca 2017

Muzyczne Gatunki Book Tag

Hej ;) Dziś zapraszam was na tag, do którego zostałam nominowana przez Dominikę z bloga Zaczytana w fantastyce. Dziękuję!

1. Heavy metal - książka zbyt ciężka, byś mogła ją przeczytać

Raczej nie ma takiej książki. Naprawdę lubię rzucać sobie wyzwania sięgając po powieści trudne  skomplikowane, więc nie potrafię tutaj niczego dopasować. Chyba, że to pytanie zinterpretuję trochę inaczej, wtedy idealnie pasuje tu „Droga Królów” Brandona Sandersona. Ta książka jest tak ciężka, że po przeczytaniu 10 stron mam wrażenie, że zaraz odpadną mi ręce!

2. Death Metal - książka, w której jest bardzo dużo śmierci

„Gra o Tron”! Przeczytałam dopiero 200 stron, a już kilka osób zdążyło pożegnać się z życiem. Poza tym na pewno wiedzieliście memy z Martinem, poruszające kwestie uśmiercania wszystkich bohaterów...

3. Reggae - książka, która mnie uszczęśliwia

Czy zaskoczę Was jeżeli napiszę, że „Pozaświatowcy”? ;) Uwielbiam tę książkę (a właściwie trylogię) i każde zdanie w niej zawarte wywołuje na mojej twarzy wielki uśmiech!

4. Pop - książka tak popularna, że musiałeś ją przeczytać

Nie ma takiej książki. Przy wyborze lektury nigdy nie kieruję się popularnością danej powieści, wręcz unikam książek, o których w ostatnim czasie było głośno. Znacznie bardziej lubię czytać książki stojące z tyłu na półkach Empiku, zapomniane i niedocenione.

5. Rap - książka z najlepszymi dialogami

Ooch, jest tak wiele takich książek! „Zwiadowcy”, „Czerwień Rubinu”, „Tajemne bractwo pana Benedykta”, „Felix, Net i Nika”, „Lato koloru wiśni”...

6. Emo - książka, która mnie zdołowała

Ostatnio lekko zdołowała mnie „Fatalna lista”. Przykre nie było samo zakończenie, ale to jak niektórzy bohaterowie byli traktowani, dyskryminowani z powodów zupełnie niezależnych od nich. Podobnie było z „Teatrem odtrąconych poetów”.

7. Elektro - książka z najlepszą parą

Powstrzymam się i powiem tu tylko o trzech książkach. Po pierwsze „Autofocus” Lauren Gibaldi. Uwielbiam Bennetta, jest idealnym chłopakiem dla Maude, głównej bohaterki! Po drugie, „Misja Ivy” Amy Enegel. Bishop również jest absolutnie idealny dla Ivy. A po trzecie, „Ania z Zielonego Wzgórza”. Jak ja kocham Gilberta!

8. Blues - książka, którą uwielbiasz pomimo smutnego zakończenia

„Byliśmy Łgarzami” i „Misja Ivy”! Jak ja płakałam, kiedy skończyłam te dwie książki! Uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam!

9. Klasyka - twój ulubiony klasyk

Dług by wymieniać... Na pewno „Pan Wołodyjowski”, „Juliusz Cezar”, „Romeo i Julia”, „Opowieści z Narnii” i „Władca Pierścieni”.

10. Folklor - książka, dzięki której poznałaś inną kulturę

Myślę, że doskonale pasuje tutaj „Hobbit, czyli tam i z powrotem”. Przed przeczytaniem tej książki nie miałam bladego pojęcia o kulturze hobbitów i krasnoludów! ;)

11. Country - książka, której akcja dzieje się w małym miasteczku lub na wsi

W książce „Dziewczyna i chłopak wszystko na opak” akcja rozgrywa się w małym miasteczku. Bardzo polecam Wam tę powieść! <3

12. Rock - książka z hardkorowym bohaterem

Po raz kolejny „Pozaświatowcy”. Jason robił rzeczy niebywale odważne, na które nie zdobyłby się niejeden człowiek.

13. Dance - książka z wątkiem tanecznym

Niestety, nie przypominam sobie żadnej książki, w której ważny byłby wątek taneczny... Wstyd! Może macie coś do zaproponowania? :)

14. Disco polo - książka, która nie spodziewałam się, że mi się spodoba

Pamiętam, że do „Paniki” Lauren Olivier byłam bardzo sceptycznie nastawiona, a jednak mi się spodobała. I to bardzo! Wciąż o niej myślę, mimo ze od jej przeczytania niedługo minie rok!

15. Poezja śpiewana - książka, w której występuję poezja

Oczywiście „Teatr odtrąconych poetów”! Oto jeden z wielu wierszy pojawiających się w tej książce:

Te ściany mnie
słys
zały,kiedy nikt
inny nie słuchał.

Wśród nich słowa
wierszy poczuły się
jak w domu.

Oklaskane,opłakane,zrozumiane.
Zmieniły moje życie
na lepsze. Choć

to nie wystarczyło,
oni mnie słyszeli.
Do ostatniego słowa.

16. Rok alternatywny - książka, która miesza wiele gatunków

Pierwsze co mi przyszło na myśl to „Dawca” Lois Lowry. Ta książka to mieszanka young adult, utopii i lekkiej fantastyki.

Uff, ale ten tag był długi! Gratuluję wszystkim, którzy dobrnęli do końca! ;) Dominika, jeszcze raz dziękuję Ci za nominację, a Wam przypominam o konkursie, w którym możecie wygrać „Teatr odtrąconych poetów” lub „Koralinę” (http://ksiazkitomojepaliwo.blogspot.com/2017/06/drugie-urodziny-bloga-konkurs.html) Do napisania!

czwartek, 1 czerwca 2017

Drugie urodziny bloga + KONKURS!

Hej ;) Dziś zapraszam Was na szczególny post traktujący o drugich urodzinach mojego bloga. Nie będę pisała długo, głównie chcę Wam podziękować za to, że tu jesteście i w ramach wdzięczności ogłosić konkurs. Myślę, że nie ma co przedłużać, zaczynajmy!
 Na szczególnie podziękowania zasługuje cudowna Marta z bloga Książkowa Księżniczka, wyjątkowa Books Queen z bloga Nie ma to jak książki, wspaniała Tosia z bloga Nerd Książkowy i niezrównana Hana z bloga Hej! Hana. Dziewczyny, dziękuję Wam za wszystko, jesteście niezastąpione! <3 <3
 Na moje wyrazy wdzięczności zasługujesz też Ty. Jesteś niesamowity i bardzo wiele znaczy dla mnie to, że teraz czytasz ten post!
 Każda osoba, która zostawiła na moim blogu ślad swojej obecności, czy to w postaci obserwacji, czy komentarza ma u mnie w serduszku specjalne miejsce. Moi drodzy czytelnicy, znaczycie dla mnie bardzo wiele i żadne słowa nie wyrażą tego dostatecznie! Dziękuję, dziękuję, dziękuję, dziękuję za to, że jesteście! <3

 A teraz, czas ogłosić konkurs! Na konkurs wybrałam dwie prześwietne książki (ktoś się domyśla dlaczego akurat dwie? ;) ) czyli „Koralinę” Neila Gaimana i „Teatr odtrąconych poetów” Tamary Ireland Stone.


Co zrobić, żeby wygrać którąś z tych powieści? 

To bardzo proste! Otóż zadaniem konkursowym jest przytoczenie cytatu (lub cytatów. Maksymalnie dwóch), który wiele dla Was znaczy, podoba Wam się. Spośród cytatów wybiorę po prostu ten, który najbardziej do mnie trafi. Cytaty możecie przesyłać w komentarzach na dole lub na moją prywatną skrzynkę pocztową (alicja.korcz@onet.pl). A teraz koniecznie przeczytajcie regulamin konkursu, w nim podaję więcej szczegółów!

 Regulamin:
1. Organizatorką konkursu jestem ja, właścicielka bloga Książki to moje paliwo 
2. Konkurs trwa od 1.06 do 24.06 2017 r.
3. Zwycięzcę wyłonię dwa dni później, 26.06. 2016 r.
4. Aby wziąć udział w konkursie musisz być obserwatorem mojego bloga
5. Nie musisz udostępniać nigdzie banera konkursowego, ale jeżeli to zrobisz będzie mi bardzo miło ;)
6. Każda osoba może zgłosić dwa cytaty, które szczególnie jej się podobają
7. Przy zgłoszeniu musi być podana książka, którą chce się wygrać („Koralina” lub „Teatr odtrąconych poetów”)
8. Przy każdym zgłoszeniu musi być podany adres e-mail! Zgłoszenia bez niego nie będą brane pod uwagę.  
9. Jedna osoba może wysłać tylko JEDNO zgłoszenie i wygrać tylko JEDNĄ książkę
10. Po ogłoszeniu wyników,  zwycięzca ma 7 dni na przesłanie danych do wysyłki, w innym wypadku zwycięzcę wybiorę ponownie  
11. Nagrody wysyłam tylko na ternie Polski
12. Zastrzegam sobie prawo do zmiany regulaminu 

Życzę powodzenia! ;)

niedziela, 28 maja 2017

„Gdzie jest skrzynia z karabinami?” Artur Pacuła

Hej ;) Dziś zapraszam Was na recenzję książki Artura Pacuły „Gdzie jest skrzynia z karabinami?”. Zanim zacznę, chcę bardzo serdecznie podziękować właśnie Panu Arturowi Pacule za możliwość przeczytania jego książki!
 Igor, dwunastoletni główny bohater ma spędzić wakacje w Katowicach, u swojego wujka. Nie jest zachwycony tą perspektywą, ale nie ma możliwości odmówienia ojcu, który cały ten wyjazd zaaranżował. Igor zrezygnowany i zły przyjeżdża do Katowic. Już na samym początku nic nie idzie po jego myśli, ponieważ okazuje się, że wujek, który miał odebrać go z dworca nie stawił się na nim i podobnie jak tata Igora, nie odbiera telefonu. Na szczęście z pomocą Internetu trafia do domu stryjka, gdzie poznaje Krzyśka, jego rówieśnika. Chłopak spędził z nim miłe popołudnie i przy okazji dowiedział się, że wakacje w Katowicach mogą wcale nie być takie nudne! Ojciec dziadka Krzyśka w czasie wojny schował skrzynię z karabinami, a teraz, żeby obronić dobre imię Krzyśka i jego dziadka, karabiny muszą zostać odnalezione. Tego z pozoru niewykonalnego zadania postanawia podjąć się Igor a pomaga mu w tym nowy śląski kolega i paczka przyjaciół z bagażem doświadczeń pod względem poszukiwania skarbów, którą poznał na obozie w Czechowie. Wkrótce okazuje się, że sprawa jest bardzo skomplikowana i nic nie jest zbyt oczywiste.

„Można nie wygrać bitwy, a wygrać wojnę.”

 Czy z opisu ta książka przypomina Wam pochłaniające powieści Zbigniewa Nienackiego? Otóż to, mnie również! Nie wiem jak Wy, ale ja od dziecka uwielbiam Pana Samochodzika i jego lekko zwariowane przygody! Kiedyś nawet po przeczytaniu „Pan Samochodzik i templariusze” zaczęłam poszukiwać skarbu Zakonu Templariuszy, ku mojemu rozczarowaniu z marnym skutkiem. Jednak nie zniechęciłam się i dalej z zamiłowaniem czytałam powieści Nienackiego. Niestety, po pewnym czasie stało się to co dzieje się zawsze. Zakończyłam serię o Panu Samochodziku! Byłam w rozpaczy, nałogowo i bez wytchnienia szukałam książek podobnych do nieśmiertelnego „Pana Samochodzika”. Znalazłam kontynuację serii Zbigniewa, pisanej przez innych autorów, ale to nie było to. Po kilku latach zapoznałam się z takimi tytułami jak „Pojedynek detektywów”, „Testament bibliofila” czy „Kiedy zegar wybije dziesiątą”, które przypominały mi książki Nienackiego. A teraz do tej listy mogę jeszcze dodać „Gdzie jest skrzynia z karabinami?”!
 Przechodząc już do samej powieści, to muszę powiedzieć, że jej akcja toczy się naprawdę szybko, dzięki czemu samo przeczytanie książki też nie trwa zbyt długo. Wyraźnie czuć w niej klimat wakacyjnej przygody, a to chyba coś co każdy lubi! Poza tym, przez ponad 300 stron mamy do czynienia z przemiłymi bohaterami. Żaden z nich mnie nie irytował, a t w moim przypadku zdarza się bardzo rzadko!
 Sama zagdaka jest nieprzewidywalna i byłam zaskoczona jej rozwiązaniem. Tajemnica, jak można się spodziewać, ma tło historyczne, a ja za historią, mówiąc szczerze, nie przepadam. Jednak ku mojej uldze, autor nie przesadził z faktami historycznymi i nie miałam okazji, by się nudzić. Byłabym zapomniała! Wszystkie wydarzenia odbywają się na Śląsku, a jak Śląsk, to oczywiście gwara śląska! Wiele wypowiedzi było pisanych po śląsku, co sprawiło, że kilka razy serdecznie się uśmiechnęłam, ich język bardzo mnie bawi! :)
 Jedyną wadą tej książki jest zbytnia dojrzałość bohaterów. Kiedy po kilkudziesięciu stronach  obcowania z nimi dowiedziałam się, że mają 12 lat byłam zdumiona. Rzeczą praktycznie niemożliwą jest, żeby dwunastolatka mówiła biegle po angielsku i uczyła się francuskiego, tak jak Ala. Chociaż oczywiście niczego nie wykluczam.
 Podsumowując, bardzo polecam Wam tę powieść, tym bardziej, że zbliżają się wakacje. „Gdzie jest skrzynia z karabinami?” to gwarancja zabawy nawet w najnudniejszym miejscu na świecie! I ostrzegam! Po jej przeczytaniu nabierzecie ochoty na odwiedzenie Katowic! Coś czuję, że to miasto będzie miało niespodziewany napływ turystów domagających się zobaczenia kilku miejsc wymienionych w książce Artura Pacuły...

To już wszystko na dziś, mam nadzieję, że przekonałam Was do sięgnięcia po tę pozycję, naprawdę warto. A za możliwość zapoznania się z tą historią jeszcze raz z całego serca dziękuję Panu Arturowi Pacule! Do napisania!


poniedziałek, 8 maja 2017

„Spirit Animals. Upadek Bestii. Spalona Ziemia” Victoria Schwab

Hej ;) Dziś zapraszam Was na recenzję książki „Spirit Animals. Upadek bestii. Spalona Ziemia” Victorii Schwab. Recenzję poprzedniej części, „Nieśmiertelnych strażników”, możecie znaleźć tutaj: klik! Moja recenzja jest przedpremierowa, ponieważ ta książka na półki księgarń trafi około 14 czerwca. A teraz nie przedłużając, zaczynam właściwą recenzję.
 W Erdas dzieje się coraz gorzej. Choroba zwana Wyrmem rozprzestrzenia się, Zerif staje się coraz potężniejszy, a tajemnicze stowarzyszenie, którego członkowie noszą szkarłatne płaszcze i białe maski bez wyrazu zaczynają działać, ale nie opowiadają się ani po stronie Zielonych Płaszczy, ani po stronie Zerifa. Abeke, Meilin, Rollan i Conor powoli zaczynają tracić nadzieję na uratowanie Erdas przed wszechogarniającym złem.

„Imię to potężna rzecz”

 Pierwszą rzeczą, o której chcę wspomnieć jest autorka, z całą pewnością Wam znana. O jej „Mroczniejszym odcień magii” swego czasu słyszało się dosłownie wszędzie. Ja co prawda przymierzałam się do tej książki, ale ostatecznie się za nią nie zabrałam, czego teraz żałuję i planuję jak najszybciej nadrobić tę zaległość. Victoria Schwab pisze naprawdę cudownie, ma lekkie pióro, które czyta się z łatwością i przyjemnością. Kiedy czytałam „Spaloną Ziemię” jednocześnie chciałam  i nie chciałam dojść do ostatniej strony, na pewno kiedyś też mieliście takie uczucie. Myśl o zakończeniu tak świetnej książki była straszna, ale z drugiej strony umierałam z ciekawości jak to wszystko się zakończy, jak bohaterowie wybrną z sytuacji, w której się znaleźli.


 Druga rzecz, to zakończenie! Victoria Schwab zakończyła tę książkę w sposób absolutnie niemożliwy! Tak zwany cliffhanger, z którym mnie pozostawiła sprawił, że zaczęłam histerycznie przeszukiwać książkę w poszukiwaniu jakiejś ukrytej strony, na której wszystko zostałoby wyjaśnione, nie wierzyłam, że  autorka może w tak dramatycznym momencie skończyć pisanie! A kiedy nie znalazłam żadnej dodatkowej strony, moje usta same się otworzyły, dłoń wypuściła książkę, a oczy wpatrywały w pustkę. I tak siedziałam z głupią miną przez kilka minut, próbując wszystko sobie poukładać w głowie, uwierzyć, naprawdę uwierzyć w to co przeczytałam przed momentem. Na szczęście po chwili się opamiętałam, ale wciąż moje życie to tylko wegetowanie, w oczekiwaniu na następną część.
 Mogłabym dalej wychwalać pod niebiosa Victorię Schwab, „Spaloną Ziemię” i całą serię „Spirit Animals”, ale nie wiem czy to mi się opłaca. Żadne słowa tak naprawdę nie opiszą tego jak genialna jest to seria i co ona wyprawia z mózgami czytelników. Zaufajcie moim słowom, uwierzcie w to, że „Spirit Animals” jest godne poświecenia mu czasu. Dajcie się oczarować niezwykłością tych książek, bo warto. Po prostu warto.

 Tak więc to już wszystko na dziś, mam nadzieję, że spodobała Wam się moja recenzja i że zachęciłam Was do przeczytania tej książki. Do napisania!

 A za możliwość przeczytania tej cudownej książki bardzo serdecznie dziękuję Wydawnictwu Wilga!