wtorek, 28 lipca 2015

Ars Dragonia

"Szesnastoletni Sebastian Pitt przybywa do Poznania na pogrzeb dziadka, który umarł w niewyjaśnionych okolicznościach. Czy komuś zależało na tym, by chłopak pojawił się w mieście właśnie teraz? Może tajemniczej Lunie, ratującej go z opresji? Albo podejrzanemu mężczyźnie, który zostawia po sobie ślady dziwnej, zielonej mazi? Znaki zapytania się mnożą, a wokół czyha  coraz więcej niebezpieczeństw. Czy Sebastian dowie się, dlaczego zginął dziadek? Czy odkryje, czym zajmuje się enigmatyczna organizacja Ars Dragonia? I czy możliwe jest, żeby stwory z poznańskich kamienic... ożyły?"

  
  Cała powieść zaczyna się bardzo tajemniczo, bo już na wstępie mamy styczność z podejrzaną śmiercią na ulicy mężczyzny, który wyglądał jak kloszard i krzycząc dziwne słowa oraz wymachując rękami padł na ziemię twarzą do dołu.  Świadkiem dziwnej śmierci była kobieta wyprowadzająca swojego maltańczyka - Eleonora. Jak później dowiaduje się Eleonora mężczyzna nazywał się Edwin Pitt. W tym samym czasie do Polski przyjeżdża szesnastoletni Sebastian Pitt. Chłopiec na lotnisku nawiązuje kontakt z Erykiem, pulchnym, rudowłosym sąsiedzie ( jak później dowiaduje się Sebastian Eryk mieszka tuż obok domu jego taty). Sebastian spodziewał się, że tata z którym nie utrzymywał żadnych kontaktów po niego przyjedzie, w końcu to on powiadomił go drogą listową o śmierci dziadka, a także przesłał bilety na samolot i pieniądze! Jednak ojciec długo się nie zjawia, Sebastian moknie na deszczu dopóki nie podjeżdża mama Eryka z propozycją podwiezienia chłopca do domu. Sebastian z ociąganiem na to przystaje i wkrótce znajduje się pod domem. Chłopiec z przerażeniem odkrywa, że nie ma kluczy od domu, a drzwi są zamknięte. Po namyśle spędza noc pod drzwiami, gdzie znajduje go Luna, jego rówieśniczka. Następne wydarzenie potoczyły się bardzo szybko, przyjechał zdenerwowany ojciec, wyjaśnia się, że tata nie prosił go o przyjazd, a także dochodzi do sprzeczki pomiędzy nimi. Następnego dnia chłopiec udaje się w odwiedziny wuja Oskara, o którym nigdy dotąd nie słyszał, a dowiedział się przez przypadek. Zmierzając do mieszkania wuja znajduje Lunę robiącą zdjęcia pewnej kamieniczce. Dziewczyna szybko go zbywa, a on nieco urażony idzie prosto do domu wujka. Na miejscu okazuje się, że krewny Sebastiana jest sparaliżowany i porozumiewa się za pomocą mrugania, jedno mrugnięcie na "tak" i dwa na "nie". Wujek na pożegnanie daje Sebastianowi zakładkę z bobasami bawiącymi się czerwona lokomotywą. Gdy chłopiec wyszedł z kamienicy lokomotywa po niego przyjechała, pełna bobasów. Wkrótce okazuje się, że istnieje równoległy świat do którego przenosi się Sebastian. Niedługo ma się odbyć Saros, wygrywając go można zostać Strażnikiem Portali. Chłopiec nie za bardzo to rozumie, ale zmuszony "prawie" śmiercią ojca oraz obietnicą bierze udział w Sarosie.

   Joanna Jodełka wykreowała całkiem ciekawy świat, ale nieźle w nim zagmatwała. Wszystko co z początku było jasne, później staje się niezrozumiałe... Koniec końców jest taki, że nie za wiele się rozumie. Mimo tego ta książka przypadła mi do gustu i zapraszam Was do lektury :)


czwartek, 23 lipca 2015

Pan Wołodyjowski- polski klasyk

Hej :) Dziś przybywam do Was z dość nietypową recenzją, bo będę mówiła o "Panu Wołodyjowskim" ostatniej części trylogii naszego mistrza pióra Henryka Sienkiewicza. Jako że jeszcze nie miałam styczności z "Potopem" i "Ogniem i mieczem" w chwili sięgania po "Pana Wołodyjowskiego" to z początku podchodziłam do powieści ze sceptyzmem, nie wiedząc co takiego Sienkiewicz w niej opisze. Przede wszystkim nastawiona byłam na wojnę i walkę, jednak po pierwszych 40 stronach z nie małym zaskoczeniem stwierdziłam, że żadnych bitew w niej nie ma, a na pewno nie będzie ich na początku. Tak też rzeczywiście było. Przez jakieś 200 stron Sienkiewicz pisał o wydarzeniach dziejących się w dworku Ketlinga dokąd udał się pan Zagłoba-niezwykle dzielny, przebiegły i porywczy staruszek oraz pan Wołodyjowski, nieszczęśnik, któremu niedługo przed wydarzeniami których jesteśmy świadkami umarła narzeczona. Zrozpaczony Michał Wołodyjowski wysunął się z chęcią zamknięcia się w klasztorze i niechybnie tak by uczynił z miłości do swojej Anusi. Zagłoba sprytem wyciągnął go z klasztoru i przywiózł do dworku ich przyjaciela Ketlinga. W tym dworku przebywa Basia "Hajduczek" jak nazywa ją Zagłoba, oraz Krzysia Drohojowska obie pod opieką pani Makowieckiej. Wołodyjowski od razu polubił Krzysię, zresztą wzajemnie. Natomiast Zagłoba postawił sobie za punkt honoru wyjazd z domu przyjaciela do Chreptiowa z wiedzą iż Michał polubił Basię bardziej niż Krzysię.

   Na kolejnych stronach śledzimy wydarzenia dziejące się w obozie w Chreptiowie, gdzie zbiera się wojsko polskie do obrony ojczyzny przed Turkami, których najazdu Polacy się spodziewają. W Chreptiowie dochodzi do wielu naprawadę ekscytujących przygód, które zapierają dech w piersiach, jeśli chcecie je poznać to zapraszam do lektury ;)

 Przed atakiem Turków na Kamień Podolski Michał i Ketling złożyli przysięgę w której obiecywali bronić Kamień aż do śmierci.
  Zakończenie tej ksiązki wzrusza do łez i myślę, że nikt się go nie spodziewał.

      Gorąco zachęcam Was do sięgnięcia po "Pana Wołodyjowskiego", a ja kończę i pędzę do "Potopu" którego właśnie czytam :)